Jak nauczyć się szybko czytać?

Średnie tempo czytania dorosłego człowieka kształtuje się na poziomie od 180 do 250 słów na minutę. Zastanawiacie się w jakim tempie czytają uczestnicy Programu Ucz się inteligentnie – angielski w skojarzeniach? Możecie sprawdzić to na naszej stronie uczsieinteligentnie.pl w zakładce Efekty Engramowiczów 🙂 Wszystkich zainteresowanych poznaniem tajników efektywnego i szybkiego czytania zapraszamy do obejrzenia filmu:

Reklamy

Niesamowity list od uczestniczki warsztatów Ucz się inteligentnie

Kilka dni temu otrzymaliśmy piękny list od Klaudii Malec, naszej kursantki, która po 5 latach od ukończenia programu Ucz się inteligentnie napisała o tym, jak wspomina udział w warsztatach i co dzięki nim zyskała. Bardzo dziękujemy za te klika niesamowitych słów po tych kilku latach. Jestem nam niezwykle miło i cieszymy się, że Klaudia nieprzerwanie odnosi sukcesy w nauce!

Witam,
brałam udział w Państwa warsztatach w wieku 12 – 13 lat. Dzisiaj przez przypadek odnalazłam certyfikat ukończenia kursu z ocenami celującymi i… wspomnienia wróciły. Wszystkie zajęcia pamiętam jako miły i bardzo efektowany czas spędzony w gronie fantastycznych ludzi pod „przywództwem” wspaniałej trenerki. Do tej pory po moim pokoju turlają się piłeczki, przy których rozgrzewaliśmy się podczas żonglowania, by móc rozpocząć pracę nad tekstem czy poznawaniem nowych technik. Zawsze było wesoło i radośnie. Każde kolejne warsztaty były odkrywaniem swoich nowych umiejętności, zdolności, szlifowanie mocnych stron i pracowanie nad tym, co sprawia nam problemy.

Dziś już wiem, że ten program swoje efekty nie przynosi z dnia na dzień. Potrzeba trochę czasu i zaangażowania w umiejętne posługiwanie się technikami. Obecnie mam 18 lat i za rok piszę egzamin maturalny. Nieprzerwanie odnoszę sukcesy w nauce, a także realizuję się w swoich pasjach. Dzięki wszystkim technikom, które poznałam na zajęciach moja nauka stała się bardzo łatwa, szybka i przyjemna (co nie oznacza, że w ogóle nie otwieram książek). Chyba największy postęp zauważyłam w nauce angielskich słówek (mój poziom językowy bardzo się poprawił), a także wciąż utrzymuję szybkie tempo czytania tekstów.

Po tylu latach okazuje się, że Instytut bardzo się zmienił, udoskonalił swoją formę i poszerzył ofertę. Czas spędzony na zajęciach nie został zaprzepaszczony. Obecnie jestem silną osobą, odporną na stres i dzięki wszystkim metodom nauki mam czas na spotkania z przyjaciółmi, hobby, wycieczki, a także planuję niebawem założyć własną firmę.

Myślę, że każdy powinien skorzystać z Państwa oferty, bo warto uczestniczyć w czymś, co przynosi efekty i daje szansę na realizowanie swoich planów, dążenie do celów i bardzo dobre wyniki w nauce.

Życzę wszystkim trenerom i pracownikom Instytutu wiele wytrwałości w swojej pracy i uśmiechu na twarzy każdego dnia, bo to, co robicie na prawdę pomaga w codziennym życiu.

Pozdrawiam,
Klaudia Malec

PS. Nie martwię się o maturę, bo wiem, że mapy myśli (moje ulubione) pomogą mi w „walce” z materiałem z rozszerzonej geografii, a skojarzenia – w nauce angielskich słówek na poziomie zaawansowanym.

Rozstrzygnięcie konkursu – Ferie w migawce

Miło nam ogłosić, że konkurs „Ferie w migawce” został rozstrzygnięty! Dziękujemy wszystkim uczestnikom za nadesłane prace konkursowe!  Cieszymy się, że Wasze ferie były pełne wrażeń. Nasze jury zdecydowało przyznać nagrodę główną oraz dwa wyróżnienia 🙂 Nagrody wędrują do:

1 miejsce – Oktawia Sokalska,
wyróżnienia: Nikol Urbaniec i Mateusz Molenda.

PLOOM czyli być trenerem nie tylko w szkole…

Dzień zaczął się zupełnie zwyczajnie. Jak zawsze o 6:40 przeraźliwie głośno zabrzmiał złodziej PLOOMenkowego snu i to jak zwykle w najlepszym momencie. PLOOMenek wykonywał właśnie decydujące podanie, które miało dać jego drużynie pewne zwycięstwo. Przygotowywał się do mistrzowskiego rozbiegu, gdy nagle… Ddrrrrrrrrrrr! Sędzia wydobył ze swego gwizdka dość nietypowy dźwięk… budzika.

Dalej było jak zwykle: „Pospiesz się, bo się spóźnisz! Pamiętaj, umyj zęby! Szybko, śniadanie! O czym tak rozmyślasz?! Czy ty słyszysz, co ja mówię?! A spakowałeś drugie śniadanie? Włosy! Uczesz włosy!”

PLOOMenka zawsze zadziwiała prędkość, z jaką mama wydawała kolejne polecenia. Była w tym  świetna. W dodatku nigdy nie miała wątpliwości czy użyć słowa „szybciej” czy „pospiesz się”. Zawsze mówiła tak samo: „Pospiesz się, bo się spóźnisz, pospiesz się z tym ubieraniem, pospiesz się z tym śniadaniem”. PLOOMenek nie rozumiał, skąd ten pośpiech. Czy to, że miał na swoim koncie trzy szkolne spóźnienia, miało mu tak uprzykrzać każdy poranek? Zadziwiający był dla niego samego fakt, iż za każdym usłyszanym „pospiesz się”, miał ochotę zwolnić. Dziwne.

Po szkole miał zostać w domu i przypilnować młodszej siostry. Tak. PLOOMenek miał młodszą siostrę, którą, zdradzę wam w zupełnym sekrecie, bardzo kochał. Niestety nie miał odwagi, aby publicznie się do tego przyznawać.

Pilnowanie siostry, pomimo że brzmiało dość nieciekawie, było całkiem przyjemne. Najczęściej wspólnie oglądali bajkę lub grali w jakąś grę, co PLOOMenek uwielbiał  szczególnie głównie dlatego, iż wygrana była gwarantowana. Tym razem zaplanował grę w „Wilka i owce”.

„Pa mamo! Tak, wiem, nie będę nikomu otwierał. Tak, wiem, tata wróci za pół godziny. Tak, wiem, nie mamy podjadać słodyczy. Tak, wiem, nie będę się z nią bił. Mamo! WIEM!!!”

Zawsze było tak samo, mama musiała co najmniej raz w tygodniu wyjść do pracy na godzinę 16, a tata kończył pracę dopiero o 16. Doliczając czas dojazdu mamy do pracy i dojazdu taty z pracy do domu wynik zawsze był ten sam – 40 minut samemu z siostrą.

To było 40 minut dorosłości PLOOMenka. Teraz to on decydował, co będą robić, co siostra ma przynieść i kiedy ma siedzieć cicho. Cudowne uczucie.

„No dobra, chodź, zagramy”. „Wcale nieee, może tym razem ty wygrasz… No proszę Cię! Nie marudź!”

Dzisiaj Karolinka – siostra PLOOMenka – wyglądała wyjątkowo podejrzanie.
„Karla, coś taka skwaszona?!  Choooodź zagramy!”

Karolinka grzecznie usiadła przy stoliku i rozłożyła swoje karty. „Twoja kolej, Karola graj! Hej! Czy ty mnie w ogóle słuchasz?!”

Siostrzyczka spojrzała na PLOOMenka swoimi wielkimi niebieskimi oczkami i zaczęła płakać.

„Bo mnie coś tu bardzo boli, o tu.” – Mówiąc te słowa, siostra zwinęła się w kłębek i zaczęła krzyczeć. PLOOMenek zupełnie nie wiedział, co robić. Uspokajanie siostry wcale nie pomagało, prośba ani groźba również, nawet obietnica słodyczy w tym przypadku nie chciała poskutkować. Sprawa wyglądała bardzo poważnie. Siostra płakała coraz głośniej i najwyraźniej bardzo cierpiała. PLOOMenek szybko złapał za telefon i zadzwonił do mamy- tit tit tit… nie odbiera. Mama wspominała, że dziś ma ważne zebranie i może będzie musiała wyłączyć telefon. „Dobra, to do taty…”: tit tit tit tit tit tit. Tata nie odbiera, a siostra prawie zasłabła. Trudno, będzie musiał zdobyć się na odwagę. Złapał telefon i wykręcił numer: 999.

PLOOMenek i jego zdrowy rozsądek uratowali siostrze życie. Pogotowie przyjechało w tym samym momencie, co tata. Siostrę zabrano do szpitala i zoperowano. To było zapalenie wyrostka robaczkowego…

Zastanawiacie się, o kim ta historia? Być może o jednym z Was. Takich jak PLOOMenek spotykam na co dzień, w pracy trenera, w szkole, na próbach i na koncertach. Bo PLOOM to muzyka, to sposób na życie i spędzanie wolnego czasu. Bo PLOOM to płyta, na której dowiecie się, jak postępować rozsądnie, a zarazem bezpiecznie. Polecam, bo to fajny sposób na czas pomiędzy szkołą, codziennością, treningiem a nudą.

Autor: Mariola Glajcar – psycholog. Trener mnemotechnik i błyskawicznego czytania.

Piłeczka (część III)

Stała samotnie, patrząc z zamyśleniem na dwie koleżanki. W końcu zebrała się na odwagę i zapytała:

– Czy mogę poćwiczyć z wami? Bardzo dobrze latam z ręki do ręki.

Dwie przyjaciółki spadły na podłogę z głośnym plaśnięciem, które już nie wywoływało w nich żadnych złych odczuć, i zatrzymały się jak wryte.

– Jak to sobie wyobrażasz? – zapytała nasza stara znajoma. – Na zmianę? Jedna będzie zawsze odpoczywać i się nudzić?

– Niekoniecznie – dopowiedziała nowa, ciesząc się zaskoczeniem, jakie wywołała. – Patrzyłam teraz na was i myślę, że… Gdyby jedna z nas zawsze była w powietrzu… No nie wiem… Wy jesteście razem w jednej dłoni, a ja w drugiej. Jedna z was leci w górę, kiedy jest najwyżej, ja skaczę i robię jej miejsce. Ona wpada w pustą dłoń, a kiedy ja jestem najwyżej, druga z was wylatuje i robi miejsce dla mnie… i tak w kółko…

– Hmmm. Chyba warto spróbować. – powiedziała przyjaciółka naszej znajomej.

Spróbowały. Na początku wszystko kończyło się trzema głośnymi plaśnięciami i… radosnym śmiechem. Z czasem jednak plaśnięć było coraz mniej, i mniej, i mniej.

Koniec roku szkolnego wiązał się zawsze z pokazem umiejętności. Każda piłka demonstrowała, czego nauczyła się przez ostatnie dziesięć miesięcy. Wskakiwały do koszy, latały nad siatkami, wpadały do dołków. Były odbijane przez mniejsze lub większe rakietki, kije, młotki, dłonie, albo stopy. Piłkowe szaleństwo! Najwięcej śmiechu wywołała piłka kształtem przypominająca jajko. Choć odbijała się znakomicie, nigdy nie było wiadomo, dokąd poleci.

Przyszedł wreszcie czas na naszą czterokolorową piłeczkę. Weszła skromnie na scenę. Poczekała aż ucichną złośliwe komentarze i śmiechy jej koleżanek z klasy. Wreszcie powiedziała, że chce im kogoś przedstawić. Wtoczyły się jej dwie przyjaciółki, co znów wywołało kilka ironicznych uwag. Wszyscy jednak zamilkli, gdy piłeczki zaczęły fruwać w powietrzu. Na zmianę. W doskonałej harmonii…

Żadna inna piłka nie otrzymała takich owacji, takich braw, jak trzy koleżanki. Stara piłka lekarska podeszła do naszej małej bohaterki.

– Cieszę się, – powiedziała tuląc ją do siebie. – Wiedziałam, że odnajdziesz w końcu sens…

– Sens? – zapytała zdziwiona piłeczka. – Przecież to tylko zabawa!

– Tak myślisz? To posłuchaj.

– Wiesz mamo – powiedziała mała dziewczynka – wydaje mi się, że odkąd żongluję, jestem spokojniejsza, łatwiej mi się skoncentrować, mam lepszy refleks, no i szybciej się uczę. Kiedy czytam – widzę więcej, jakby szerzej. Nie nudzę się już, jak dawniej. Jeśli nie mam, co robić – żongluję. A poza tym… pokazałam w klasie, co potrafię. Nigdy wcześniej koledzy nie patrzyli na mnie z takim podziwem. Chcą, żebym ich nauczyła. Co myślisz?

Piłeczka poczuła się tak bardzo szczęśliwa, że nie słyszała już odpowiedzi mamy.

Autor: Kamil Cyganik – polonista, pedagog. Trener mnemotechnik i błyskawicznego czytania.

Piłeczka (część II)

Chyba już czas zdradzić, czego uczyła się w piłkowej klasie. Uczyła się latać… z ręki do ręki! Tak, tak! Nie przesłyszeliście się! Czy można sobie wyobrazić coś równie nudnego? W dłoni – owszem – było zawsze ciepło, miło, miękko. Ale po chwili piłeczka frunęła w górę (najpiękniejszy moment ćwiczenia), by po chwili… z plaśnięciem paść na podłogę. Bez odbicia – jak już mówiliśmy.

Czasem leciała nisko. Krótki lot zwykle kończył się w drugiej dłoni. I to nie było takie złe. Najczęściej jednak frunęła wysoko. Niestety, im wyżej leciała, ty częściej nie trafiała i tym bardziej bolało, że się nie odbija.

Z czasem przestała spadać. Latała niezbyt wysoko, ale zawsze z ręki do ręki. Zaczynała już zapominać, że nie umie się odbijać, a jednak życie było nadal coraz bardziej bez sensu, coraz nudniejsze. No bo po co takie latanie?

W końcu… uciekła. Gdy dobra piłka lekarska odwróciła się do tablicy, mała, czterokolorowa piłeczka wytoczyła się po cichu z klasy, poturlała korytarzem, poplaskała ze schodów i już miała opuścić szkołę, gdy nagle, zza rogu wytoczyła się… druga, identyczna piłeczka. Przez chwilę nasza bohaterka zastanawiała się, czy nie ma przed sobą lustra, ale…

– Cześć! Co tu robisz? – zapytała tamta i nasza już wiedziała, że to nie odbicie.

– Myślałam, żeby uciec – odpowiedziała szczerze. – Strasznie tu nudno!

– Nie ma po co. Ja już próbowałam. Tam – skinęła w stronę drzwi, – też nie ma nic ciekawego. A poza tym za karę przeniesiono mnie do tej szkoły. Nikogo tu nie znam.

– Już znasz!

– Ano tak. Wiesz co? Może spotkajmy się czasem na przerwie? Spróbujemy razem potrenować.

– Razem? To możliwe? – zapytała nasza bohaterka z nadzieją.

– Nie wiem. Ale chyba warto spróbować.

Na początku faktycznie było trudno. Wylatywały jednocześnie, zderzały się w powietrzu i obie, z charakterystycznym plaśnięciem spadały na podłogę. Ale… to już nie było takie smutne. Więcej! Mała piłeczka zaczęła się śmiać!

Z czasem nauczyły się, że jeśli najpierw wyleci jedna, a ta druga poczeka, gdy pierwsza będzie najwyżej i dopiero wtedy wyskoczy, to miną się w powietrzu. Teraz wystarczyło tylko dokładnie frunąć prosto do drugiej ręki, a to przecież obie znakomicie umiały.

Powiecie zapewne, że to, co teraz nastąpi, zdarza się tylko w bajkach. Że w życiu zwykłych piłeczek takie sytuacje miejsca nie mają. A jednak! Wierzcie lub nie, ale gdy nasze dwie przyjaciółki radziły już sobie znakomicie, w szkole pojawiła się… trzecia, czterokolorowa piłeczka. Identyczna, jak tamte.

(cdn.)

Autor: Kamil Cyganik – polonista, pedagog. Trener mnemotechnik i błyskawicznego czytania.

Wyjście awaryjne

W tej szkole byliśmy po południu jedyną grupą. Dość sporą. Jedna pani nas wpuszczała i jak wszyscy już przyszli, zamykała szkołę. Półtorej godziny później przychodziła druga pani i nas wypuszczała. Tego zimowego wieczoru dzieci po zajęciach wyszły z klasy, by po chwili wrócić z informacją, że jesteśmy zamknięci. Jak się potem okazało pani zaspała. Mieliśmy dwa wyjścia.

Czekać na panią, co mogło się zakończyć nocowaniem w szkole. Drugim wyjściem było okno. Uspokajam czytelników o słabych nerwach: okno było na parterze.

Autor: Kamil Cyganik – polonista, pedagog. Trener mnemotechnik i błyskawicznego czytania.

Fonetyczna geografia :)

Wprowadzając SCL, pytam dzieci, dlaczego dane litery są razem. W przypadku „p” i „b”, czy „w” i „f” sprawa jest prosta – różnią się tylko dźwięcznością. Nieco większą trudność sprawiają „k”, „g” i „h”. Są to jedyne w języku polskim (nie licząc rzadkiego „n” np. w słowie „bank”) głoski tylnojęzykowe. Staram się zawsze, żeby to dzieci stwierdziły, co je łączy. Zadaję więc zwykle pytanie, gdzie one powstają.

Pewien Marcin z jednej z krakowskich grup, odpowiedział rezolutnie, że w ustach. Trudno zaprzeczyć, nie licząc kilku głosek nosowych, wszystkie inne powstają w ustach. „Ale w której części jamy ustnej?” zapytałem Marcina, licząc, że wskaże tył. Zastanowił się głęboko, by po chwili odpowiedzieć: „W północnej”.

Szczęśliwi Ci, którzy zawsze kroczą z twarzą zwróconą na południe!

Autor: Kamil Cyganik – polonista, pedagog. Trener mnemotechnik i błyskawicznego czytania.

Konkurs – Mania pisania!

Zachęcamy wszystkich uczestników warsztatów: „Ucz się inteligentnie” i „Ucz się inteligentnie – angielski w skojarzeniach” do wzięcia udziału w konkursie: „Mania pisania„! Zasady konkursu zostały przesłane do Was mailem. Spośród osób, które zechcą podzielić się z nami swoimi tekstami wyłonimy zwycięzców!

Na najlepsze prace czekają atrakcyjne nagrody! Kto z Was bierze udział w konkursie?

Superpamięć na czterech łapach – warsztaty w Radziejowie

12 września 2011r. w sali Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Radziejowie, odbyły się warsztaty „Superpamięć na czterech łapach” dla małych mieszkańców Radziejowa. Grupa liczyła 10 dziewczynek w wieku od 4 do 12 lat. Młodsze dziewczynki zasady bezpiecznego kontaktu z psem poznawały poprzez kolorowanie, natomiast starsze – otrzymały zadanie ambitniejsze – musiały narysować własne piktogramy 🙂

Koko w trakcie kolorowania i rysowania dotrzymywała towarzystwa spokojnie leżąc. Trzeba było sprawdzać, czy przypadkiem nie zasnęła 😉

Ale Koko nie spała, tylko odpoczywała przygotowując się tym samym do swojego występu czyli pokazywania sztuczek.


Po dwóch godzinach kolorowania, rysowania, sprawdzania zasad bezpiecznego kontaktu z psem w praktyce, poznawania ras psów i ich pierwotnego przeznaczenia poprzez prezentację multimedialną oraz po występie Koko w postaci jak zwykle bardzo śmiesznych sztuczek, nadszedł czas na pamiątkowe zdjęcie 🙂

Autor: Paulina Łyk – psycholog, pedagog, doradca zawodowy, kynoterapeuta. Trener szybkiego czytania i technik pamięciowych.