Niesamowity list od uczestniczki warsztatów Ucz się inteligentnie

Kilka dni temu otrzymaliśmy piękny list od Klaudii Malec, naszej kursantki, która po 5 latach od ukończenia programu Ucz się inteligentnie napisała o tym, jak wspomina udział w warsztatach i co dzięki nim zyskała. Bardzo dziękujemy za te klika niesamowitych słów po tych kilku latach. Jestem nam niezwykle miło i cieszymy się, że Klaudia nieprzerwanie odnosi sukcesy w nauce!

Witam,
brałam udział w Państwa warsztatach w wieku 12 – 13 lat. Dzisiaj przez przypadek odnalazłam certyfikat ukończenia kursu z ocenami celującymi i… wspomnienia wróciły. Wszystkie zajęcia pamiętam jako miły i bardzo efektowany czas spędzony w gronie fantastycznych ludzi pod „przywództwem” wspaniałej trenerki. Do tej pory po moim pokoju turlają się piłeczki, przy których rozgrzewaliśmy się podczas żonglowania, by móc rozpocząć pracę nad tekstem czy poznawaniem nowych technik. Zawsze było wesoło i radośnie. Każde kolejne warsztaty były odkrywaniem swoich nowych umiejętności, zdolności, szlifowanie mocnych stron i pracowanie nad tym, co sprawia nam problemy.

Dziś już wiem, że ten program swoje efekty nie przynosi z dnia na dzień. Potrzeba trochę czasu i zaangażowania w umiejętne posługiwanie się technikami. Obecnie mam 18 lat i za rok piszę egzamin maturalny. Nieprzerwanie odnoszę sukcesy w nauce, a także realizuję się w swoich pasjach. Dzięki wszystkim technikom, które poznałam na zajęciach moja nauka stała się bardzo łatwa, szybka i przyjemna (co nie oznacza, że w ogóle nie otwieram książek). Chyba największy postęp zauważyłam w nauce angielskich słówek (mój poziom językowy bardzo się poprawił), a także wciąż utrzymuję szybkie tempo czytania tekstów.

Po tylu latach okazuje się, że Instytut bardzo się zmienił, udoskonalił swoją formę i poszerzył ofertę. Czas spędzony na zajęciach nie został zaprzepaszczony. Obecnie jestem silną osobą, odporną na stres i dzięki wszystkim metodom nauki mam czas na spotkania z przyjaciółmi, hobby, wycieczki, a także planuję niebawem założyć własną firmę.

Myślę, że każdy powinien skorzystać z Państwa oferty, bo warto uczestniczyć w czymś, co przynosi efekty i daje szansę na realizowanie swoich planów, dążenie do celów i bardzo dobre wyniki w nauce.

Życzę wszystkim trenerom i pracownikom Instytutu wiele wytrwałości w swojej pracy i uśmiechu na twarzy każdego dnia, bo to, co robicie na prawdę pomaga w codziennym życiu.

Pozdrawiam,
Klaudia Malec

PS. Nie martwię się o maturę, bo wiem, że mapy myśli (moje ulubione) pomogą mi w „walce” z materiałem z rozszerzonej geografii, a skojarzenia – w nauce angielskich słówek na poziomie zaawansowanym.

Reklamy

PLOOM czyli być trenerem nie tylko w szkole…

Dzień zaczął się zupełnie zwyczajnie. Jak zawsze o 6:40 przeraźliwie głośno zabrzmiał złodziej PLOOMenkowego snu i to jak zwykle w najlepszym momencie. PLOOMenek wykonywał właśnie decydujące podanie, które miało dać jego drużynie pewne zwycięstwo. Przygotowywał się do mistrzowskiego rozbiegu, gdy nagle… Ddrrrrrrrrrrr! Sędzia wydobył ze swego gwizdka dość nietypowy dźwięk… budzika.

Dalej było jak zwykle: „Pospiesz się, bo się spóźnisz! Pamiętaj, umyj zęby! Szybko, śniadanie! O czym tak rozmyślasz?! Czy ty słyszysz, co ja mówię?! A spakowałeś drugie śniadanie? Włosy! Uczesz włosy!”

PLOOMenka zawsze zadziwiała prędkość, z jaką mama wydawała kolejne polecenia. Była w tym  świetna. W dodatku nigdy nie miała wątpliwości czy użyć słowa „szybciej” czy „pospiesz się”. Zawsze mówiła tak samo: „Pospiesz się, bo się spóźnisz, pospiesz się z tym ubieraniem, pospiesz się z tym śniadaniem”. PLOOMenek nie rozumiał, skąd ten pośpiech. Czy to, że miał na swoim koncie trzy szkolne spóźnienia, miało mu tak uprzykrzać każdy poranek? Zadziwiający był dla niego samego fakt, iż za każdym usłyszanym „pospiesz się”, miał ochotę zwolnić. Dziwne.

Po szkole miał zostać w domu i przypilnować młodszej siostry. Tak. PLOOMenek miał młodszą siostrę, którą, zdradzę wam w zupełnym sekrecie, bardzo kochał. Niestety nie miał odwagi, aby publicznie się do tego przyznawać.

Pilnowanie siostry, pomimo że brzmiało dość nieciekawie, było całkiem przyjemne. Najczęściej wspólnie oglądali bajkę lub grali w jakąś grę, co PLOOMenek uwielbiał  szczególnie głównie dlatego, iż wygrana była gwarantowana. Tym razem zaplanował grę w „Wilka i owce”.

„Pa mamo! Tak, wiem, nie będę nikomu otwierał. Tak, wiem, tata wróci za pół godziny. Tak, wiem, nie mamy podjadać słodyczy. Tak, wiem, nie będę się z nią bił. Mamo! WIEM!!!”

Zawsze było tak samo, mama musiała co najmniej raz w tygodniu wyjść do pracy na godzinę 16, a tata kończył pracę dopiero o 16. Doliczając czas dojazdu mamy do pracy i dojazdu taty z pracy do domu wynik zawsze był ten sam – 40 minut samemu z siostrą.

To było 40 minut dorosłości PLOOMenka. Teraz to on decydował, co będą robić, co siostra ma przynieść i kiedy ma siedzieć cicho. Cudowne uczucie.

„No dobra, chodź, zagramy”. „Wcale nieee, może tym razem ty wygrasz… No proszę Cię! Nie marudź!”

Dzisiaj Karolinka – siostra PLOOMenka – wyglądała wyjątkowo podejrzanie.
„Karla, coś taka skwaszona?!  Choooodź zagramy!”

Karolinka grzecznie usiadła przy stoliku i rozłożyła swoje karty. „Twoja kolej, Karola graj! Hej! Czy ty mnie w ogóle słuchasz?!”

Siostrzyczka spojrzała na PLOOMenka swoimi wielkimi niebieskimi oczkami i zaczęła płakać.

„Bo mnie coś tu bardzo boli, o tu.” – Mówiąc te słowa, siostra zwinęła się w kłębek i zaczęła krzyczeć. PLOOMenek zupełnie nie wiedział, co robić. Uspokajanie siostry wcale nie pomagało, prośba ani groźba również, nawet obietnica słodyczy w tym przypadku nie chciała poskutkować. Sprawa wyglądała bardzo poważnie. Siostra płakała coraz głośniej i najwyraźniej bardzo cierpiała. PLOOMenek szybko złapał za telefon i zadzwonił do mamy- tit tit tit… nie odbiera. Mama wspominała, że dziś ma ważne zebranie i może będzie musiała wyłączyć telefon. „Dobra, to do taty…”: tit tit tit tit tit tit. Tata nie odbiera, a siostra prawie zasłabła. Trudno, będzie musiał zdobyć się na odwagę. Złapał telefon i wykręcił numer: 999.

PLOOMenek i jego zdrowy rozsądek uratowali siostrze życie. Pogotowie przyjechało w tym samym momencie, co tata. Siostrę zabrano do szpitala i zoperowano. To było zapalenie wyrostka robaczkowego…

Zastanawiacie się, o kim ta historia? Być może o jednym z Was. Takich jak PLOOMenek spotykam na co dzień, w pracy trenera, w szkole, na próbach i na koncertach. Bo PLOOM to muzyka, to sposób na życie i spędzanie wolnego czasu. Bo PLOOM to płyta, na której dowiecie się, jak postępować rozsądnie, a zarazem bezpiecznie. Polecam, bo to fajny sposób na czas pomiędzy szkołą, codziennością, treningiem a nudą.

Autor: Mariola Glajcar – psycholog. Trener mnemotechnik i błyskawicznego czytania.

Piłeczka (część III)

Stała samotnie, patrząc z zamyśleniem na dwie koleżanki. W końcu zebrała się na odwagę i zapytała:

– Czy mogę poćwiczyć z wami? Bardzo dobrze latam z ręki do ręki.

Dwie przyjaciółki spadły na podłogę z głośnym plaśnięciem, które już nie wywoływało w nich żadnych złych odczuć, i zatrzymały się jak wryte.

– Jak to sobie wyobrażasz? – zapytała nasza stara znajoma. – Na zmianę? Jedna będzie zawsze odpoczywać i się nudzić?

– Niekoniecznie – dopowiedziała nowa, ciesząc się zaskoczeniem, jakie wywołała. – Patrzyłam teraz na was i myślę, że… Gdyby jedna z nas zawsze była w powietrzu… No nie wiem… Wy jesteście razem w jednej dłoni, a ja w drugiej. Jedna z was leci w górę, kiedy jest najwyżej, ja skaczę i robię jej miejsce. Ona wpada w pustą dłoń, a kiedy ja jestem najwyżej, druga z was wylatuje i robi miejsce dla mnie… i tak w kółko…

– Hmmm. Chyba warto spróbować. – powiedziała przyjaciółka naszej znajomej.

Spróbowały. Na początku wszystko kończyło się trzema głośnymi plaśnięciami i… radosnym śmiechem. Z czasem jednak plaśnięć było coraz mniej, i mniej, i mniej.

Koniec roku szkolnego wiązał się zawsze z pokazem umiejętności. Każda piłka demonstrowała, czego nauczyła się przez ostatnie dziesięć miesięcy. Wskakiwały do koszy, latały nad siatkami, wpadały do dołków. Były odbijane przez mniejsze lub większe rakietki, kije, młotki, dłonie, albo stopy. Piłkowe szaleństwo! Najwięcej śmiechu wywołała piłka kształtem przypominająca jajko. Choć odbijała się znakomicie, nigdy nie było wiadomo, dokąd poleci.

Przyszedł wreszcie czas na naszą czterokolorową piłeczkę. Weszła skromnie na scenę. Poczekała aż ucichną złośliwe komentarze i śmiechy jej koleżanek z klasy. Wreszcie powiedziała, że chce im kogoś przedstawić. Wtoczyły się jej dwie przyjaciółki, co znów wywołało kilka ironicznych uwag. Wszyscy jednak zamilkli, gdy piłeczki zaczęły fruwać w powietrzu. Na zmianę. W doskonałej harmonii…

Żadna inna piłka nie otrzymała takich owacji, takich braw, jak trzy koleżanki. Stara piłka lekarska podeszła do naszej małej bohaterki.

– Cieszę się, – powiedziała tuląc ją do siebie. – Wiedziałam, że odnajdziesz w końcu sens…

– Sens? – zapytała zdziwiona piłeczka. – Przecież to tylko zabawa!

– Tak myślisz? To posłuchaj.

– Wiesz mamo – powiedziała mała dziewczynka – wydaje mi się, że odkąd żongluję, jestem spokojniejsza, łatwiej mi się skoncentrować, mam lepszy refleks, no i szybciej się uczę. Kiedy czytam – widzę więcej, jakby szerzej. Nie nudzę się już, jak dawniej. Jeśli nie mam, co robić – żongluję. A poza tym… pokazałam w klasie, co potrafię. Nigdy wcześniej koledzy nie patrzyli na mnie z takim podziwem. Chcą, żebym ich nauczyła. Co myślisz?

Piłeczka poczuła się tak bardzo szczęśliwa, że nie słyszała już odpowiedzi mamy.

Autor: Kamil Cyganik – polonista, pedagog. Trener mnemotechnik i błyskawicznego czytania.

Piłeczka (część II)

Chyba już czas zdradzić, czego uczyła się w piłkowej klasie. Uczyła się latać… z ręki do ręki! Tak, tak! Nie przesłyszeliście się! Czy można sobie wyobrazić coś równie nudnego? W dłoni – owszem – było zawsze ciepło, miło, miękko. Ale po chwili piłeczka frunęła w górę (najpiękniejszy moment ćwiczenia), by po chwili… z plaśnięciem paść na podłogę. Bez odbicia – jak już mówiliśmy.

Czasem leciała nisko. Krótki lot zwykle kończył się w drugiej dłoni. I to nie było takie złe. Najczęściej jednak frunęła wysoko. Niestety, im wyżej leciała, ty częściej nie trafiała i tym bardziej bolało, że się nie odbija.

Z czasem przestała spadać. Latała niezbyt wysoko, ale zawsze z ręki do ręki. Zaczynała już zapominać, że nie umie się odbijać, a jednak życie było nadal coraz bardziej bez sensu, coraz nudniejsze. No bo po co takie latanie?

W końcu… uciekła. Gdy dobra piłka lekarska odwróciła się do tablicy, mała, czterokolorowa piłeczka wytoczyła się po cichu z klasy, poturlała korytarzem, poplaskała ze schodów i już miała opuścić szkołę, gdy nagle, zza rogu wytoczyła się… druga, identyczna piłeczka. Przez chwilę nasza bohaterka zastanawiała się, czy nie ma przed sobą lustra, ale…

– Cześć! Co tu robisz? – zapytała tamta i nasza już wiedziała, że to nie odbicie.

– Myślałam, żeby uciec – odpowiedziała szczerze. – Strasznie tu nudno!

– Nie ma po co. Ja już próbowałam. Tam – skinęła w stronę drzwi, – też nie ma nic ciekawego. A poza tym za karę przeniesiono mnie do tej szkoły. Nikogo tu nie znam.

– Już znasz!

– Ano tak. Wiesz co? Może spotkajmy się czasem na przerwie? Spróbujemy razem potrenować.

– Razem? To możliwe? – zapytała nasza bohaterka z nadzieją.

– Nie wiem. Ale chyba warto spróbować.

Na początku faktycznie było trudno. Wylatywały jednocześnie, zderzały się w powietrzu i obie, z charakterystycznym plaśnięciem spadały na podłogę. Ale… to już nie było takie smutne. Więcej! Mała piłeczka zaczęła się śmiać!

Z czasem nauczyły się, że jeśli najpierw wyleci jedna, a ta druga poczeka, gdy pierwsza będzie najwyżej i dopiero wtedy wyskoczy, to miną się w powietrzu. Teraz wystarczyło tylko dokładnie frunąć prosto do drugiej ręki, a to przecież obie znakomicie umiały.

Powiecie zapewne, że to, co teraz nastąpi, zdarza się tylko w bajkach. Że w życiu zwykłych piłeczek takie sytuacje miejsca nie mają. A jednak! Wierzcie lub nie, ale gdy nasze dwie przyjaciółki radziły już sobie znakomicie, w szkole pojawiła się… trzecia, czterokolorowa piłeczka. Identyczna, jak tamte.

(cdn.)

Autor: Kamil Cyganik – polonista, pedagog. Trener mnemotechnik i błyskawicznego czytania.

Wyjście awaryjne

W tej szkole byliśmy po południu jedyną grupą. Dość sporą. Jedna pani nas wpuszczała i jak wszyscy już przyszli, zamykała szkołę. Półtorej godziny później przychodziła druga pani i nas wypuszczała. Tego zimowego wieczoru dzieci po zajęciach wyszły z klasy, by po chwili wrócić z informacją, że jesteśmy zamknięci. Jak się potem okazało pani zaspała. Mieliśmy dwa wyjścia.

Czekać na panią, co mogło się zakończyć nocowaniem w szkole. Drugim wyjściem było okno. Uspokajam czytelników o słabych nerwach: okno było na parterze.

Autor: Kamil Cyganik – polonista, pedagog. Trener mnemotechnik i błyskawicznego czytania.

Fonetyczna geografia :)

Wprowadzając SCL, pytam dzieci, dlaczego dane litery są razem. W przypadku „p” i „b”, czy „w” i „f” sprawa jest prosta – różnią się tylko dźwięcznością. Nieco większą trudność sprawiają „k”, „g” i „h”. Są to jedyne w języku polskim (nie licząc rzadkiego „n” np. w słowie „bank”) głoski tylnojęzykowe. Staram się zawsze, żeby to dzieci stwierdziły, co je łączy. Zadaję więc zwykle pytanie, gdzie one powstają.

Pewien Marcin z jednej z krakowskich grup, odpowiedział rezolutnie, że w ustach. Trudno zaprzeczyć, nie licząc kilku głosek nosowych, wszystkie inne powstają w ustach. „Ale w której części jamy ustnej?” zapytałem Marcina, licząc, że wskaże tył. Zastanowił się głęboko, by po chwili odpowiedzieć: „W północnej”.

Szczęśliwi Ci, którzy zawsze kroczą z twarzą zwróconą na południe!

Autor: Kamil Cyganik – polonista, pedagog. Trener mnemotechnik i błyskawicznego czytania.

Superpamięć na czterech łapach – warsztaty w Radziejowie

12 września 2011r. w sali Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Radziejowie, odbyły się warsztaty „Superpamięć na czterech łapach” dla małych mieszkańców Radziejowa. Grupa liczyła 10 dziewczynek w wieku od 4 do 12 lat. Młodsze dziewczynki zasady bezpiecznego kontaktu z psem poznawały poprzez kolorowanie, natomiast starsze – otrzymały zadanie ambitniejsze – musiały narysować własne piktogramy 🙂

Koko w trakcie kolorowania i rysowania dotrzymywała towarzystwa spokojnie leżąc. Trzeba było sprawdzać, czy przypadkiem nie zasnęła 😉

Ale Koko nie spała, tylko odpoczywała przygotowując się tym samym do swojego występu czyli pokazywania sztuczek.


Po dwóch godzinach kolorowania, rysowania, sprawdzania zasad bezpiecznego kontaktu z psem w praktyce, poznawania ras psów i ich pierwotnego przeznaczenia poprzez prezentację multimedialną oraz po występie Koko w postaci jak zwykle bardzo śmiesznych sztuczek, nadszedł czas na pamiątkowe zdjęcie 🙂

Autor: Paulina Łyk – psycholog, pedagog, doradca zawodowy, kynoterapeuta. Trener szybkiego czytania i technik pamięciowych.

Superpamięć na czterech łapach – warsztaty w Janikowie

13 sierpnia 2011r. w Międzynarodowym Centrum Promocji Dialogu Współpracy Kulturalnej i Edukacyjnej im. króla Abdullaha Bin Abdulaziz All Sauda w Janikowie (kujawsko-pomorskie) Europejski Instytut Edukacji ENGRAM zaprosił na warsztaty dla dzieci –  „Superpamięć na czterech łapach”.

Warsztaty rozpoczęły się od powitania i przedstawienia się (również Koko chętnie podawała łapkę na powitanie wszystkim dzieciom). Kiedy już wszyscy poznali swoje imiona, dzieci rozpoczęły grę –  „Przysmaki dla Koko”.

Wygrana nie była taka łatwa – trzeba było wykazać się troską o los pieska, ale także sprawnością manualną, precyzją i przede wszystkim koncentracją! O przysmaki dla Koko walczyły dzieci starsze …

ale także najmłodsi uczestnicy warsztatów nie dawali za wygraną. Każdy chciał zdobyć patyczek dla Koko!

Wszyscy zdobywcy patyczków-przysmaków otrzymali specjalne kartoniki, z których należało ułożyć obrazek. Ku radości dzieci okazało się, że w obrazku zaczarowano Koko!

Przyszedł również czas na poznanie zasad bezpiecznego kontaktu z psem. Poza ćwiczeniami w ruchu, dzieci za pomocą piktogramów uczyły się co robić, gdy w ich stronę biegnie nieznany im pies. Prace były niezwykle kolorowe, toteż bez żadnego problemu wszystkie dzieci potrafiły opowiedzieć krok po kroku, co należy zrobić, gdy przydarzy im się taka sytuacja.

Prace były niezwykle kolorowe, toteż bez żadnego problemu wszystkie dzieci potrafiły opowiedzieć krok po kroku, co należy zrobić, gdy przydarzy im się taka sytuacja. Do zasad bezpiecznego kontaktu z psem należy również poznanie mowy ciała psów. Dzieci uczyły się rozpoznawać jak wygląda i zachowuje się pies, który jest radosny i spokojny, a jak kiedy zły lub przerażony.

Nadszedł czas na prezentację 10 wybranych ras psów oraz poznanie ich pierwotnego przeznaczenia. Dzieci (ku zdziwieniu rodziców!) w ciągu kilkunastu minut zapamiętały 10 nieznanych im dotąd ras psów oraz potrafiły opowiedzieć, w jakim celu została stworzona każda z tych ras. A to wszystko dzięki niezawodnej metodzie skojarzeń! Podczas prezentacji dzieciom towarzyszyła Koko, którą (w opinii dzieci) trzeba było cały czas głaskać 😉

Na zakończenie dzieci miały okazję obejrzeć ciekawe filmy o niezwykłej przyjaźni między psem i kotem, a także pomiędzy dziećmi i zwierzątkami. Na pożegnanie dzieci sprawdzały, czy Koko jest rzeczywiście grzecznym pieskiem i również dla nich wykona sztuczki.

No i oczywiście zawiązały się przyjaźnie, dlatego ciężko było się rozstać…

Autor: Paulina Łyk – psycholog, pedagog, doradca zawodowy, kynoterapeuta. Trener szybkiego czytania i technik pamięciowych.

W podróż za jeden uśmiech z Matrioszką (i/lub trenerką ENGRAMU), czyli „łebskie” wakacje

Winna całemu wakacyjnemu zamieszaniu jest ta oto postać po prawej, Matrioszka, w Polsce zwana Babuszką, tudzież babą w babie w kolejnej babie… Ten kawałek drewna stał się inspiracją do podróży w wyobraźni za wschodnią granicę naszego kraju… Tak powstał program wakacyjnych warsztatów dla uczniów gimnazjum w Jadownikach, z którymi wspólnie spędzałam czas w Łebie. Poniżej dziennik podróży…

Poniżej dziennik podróży…

4 lipca 2011 (poniedziałek, dzień przyjazdu)

Uff, nie pada! Podróż z południa na północ w strugach deszczu nie nastrajała zbyt optymistycznie, ale tu niespodzianka – Łeba pełna słońca. Jutro rano pierwsze warsztaty, ciekawość mnie zżera… No i pojawiła się niepewność: czy kierunek podróży będzie odpowiadał obozowiczom?… Plan minimum: nie śpią na warsztatach…

5 lipca 2011 (wtorek

Trochę pada. Ale to nic, przynajmniej nie było żal schodzić z plaży na pierwsze warsztaty. 🙂 A tu trzeba przyznać, że jak na pierwsze spotkanie dużo się działo. 🙂

Integracja przebiegła szybko i sprawnie. Znamy się już nie tylko z imienia…

Oczywiście za każdą podróż trzeba zapłacić z góry. Waluta obowiązująca na warsztatach – 1 uśmiech = 1000 wykrzywionych mikrodrgań ust uczestnika. Wszyscy zapłacili, więc jedziemy!!! Kierunek: Rosja, Ukraina, Białoruś i Litwa. Każdego dnia w każdym kraju. Niemożliwe? Tu się mylicie! Ogranicza nas przecież tylko wyobraźnia, którą włączyliśmy zaraz na starcie na najwyższe obroty!

Ile razy w życiu podróżowałam palcem po mapie? Nie zliczę. Jak się to robi najlepiej? Z farbą na palcach, aby pozostał trwały ślad w pamięci oraz z zamkniętymi oczami, gdyż z pomocą przychodzą współtowarzysze i wskazują właściwy kierunek. Na warsztatach wszystkim udało się „wylądować” w każdym z czterech krajów przydzielonych przez Matrioszkę drogą losowania. Teraz pytanie: co właściwie wiem na temat miejsca, gdzie się znajduję? Podstawowa informacja: nazwa + stolica. Jak sprawić, żeby się te nazwy i kraje nie myliły? A może wyobrazić sobie MOSKity pływające w ROSie? Albo LIsTWĘ tańczącą z WINEM? No tak, dzięki technice pamięciowej trzy minuty i po sprawie 🙂 W pamięci komenda: Zapisz jako…

Będąc w tak dalekiej podróży, grzechem byłoby nie zainteresować się, jak się tam żyje zwykłemu człowiekowi? Co robi, kiedy wstaje rano? Czy też ma kiedyś wakacje…? W każdej grupie powstało 100 pytań, po 25 na temat wylosowanego kraju… Kilka z nich poniżej:

Ile zarabiają ludzie na Ukrainie? Jaki jest u nich najlepszy samochód? O której wstają? Ile kosztuje paliwo? Czy konstytucja gwarantuje im dostęp do internetu? Czy mają HBO? Jak długo trwa szkolna dyskoteka? Czy na Ukrainie są jakieś góry? Jakie są tradycyjne dania ukraińskie? Jakie miejsca do zwiedzenia poleciliby turystom?

Co robią Litwini, kiedy im się nudzi? Na jakiej poduszce śpią? Dlaczego kobieta jest u nich prezydentem? Jak często oglądają telewizję? Czy lubią banany? W jakim stylu urządzają domy? Gdzie wyjeżdżają na wakacje? Jakiej muzyki słuchają?

Czy jest dużo galerii handlowych na Białorusi? Co Białorusini sądzą o polityce swojego państwa? Co jedzą na śniadanie? Ile procent społeczeństwa stać na wyjazd na wakacje? Jak najczęściej dają dzieciom na imię? Czy są weseli? Czy dużą śpią? Czy lubią chodzić do fryzjera? Na jakie filmy chodzą do kina?

Co Rosjanie myślą o swoim prezydencie? Ile godzin trwa przeciętny dzień szkolny? Czy pierogi ruskie też się tak w Rosji nazywają? Jak się czują Rosjanie, mieszkając w tak wielkim kraju? Czy mowa mieszkańców części europejskiej różni się znacznie od tej w części azjatyckiej? Jakich języków obcych się uczą? Czy Rosjanie zdradzają swoje żony? Jakie są symbole tego kraju?

No to już wiadomo, jakie informacje interesują nas najbardziej. Czas na poszukiwanie odpowiedzi na te pytania…

Cel minimalny pierwszych warsztatów osiągnięty. Nikt nie zasnął 🙂

6 lipca 2011 (środa

OBCY (język)  – decydujące starcie

Cena: 1 uśmiech, opłacona z góry

Koniec języka za przewodnika? Tak, pod warunkiem, że przygotowując się do dalekiej podróży, poznamy choć kilka podstawowych słów w języku danego kraju. ZRZO, czyli Zestaw Ratujący Z Opresji to m.in. dzień dobry, dziękuję, przepraszam, proszę, nie rozumiem i pomocy!!! Nawet wypowiedziane najbardziej łamanym językiem rozmiękcza serce każdego Rosjanina, Ukraińca, Białorusina, a szczególnie Litwina :).  Największą furorę na warsztatach zrobiło ukraińskie dziękuję, czyli дякую [djakuju] używane każdego dnia do końca turnusu przez wiernych fanów kultury ukraińskiej :). Za to jeśli przepraszać, to tylko po litewsku – atsiprašau. Powód: podobno brzmi odpowiednio egzotycznie (tak zeznają uczestnicy).

Sam alfabet rosyjski (cyrylica) wprowadził dużo zamieszania. W końcu jak to możliwe, żeby nasze B w Rosji czytano W? Cyrylica przypomina jakiś szyfr niezwykle trudny do złamania. Udało nam się go wspólnymi siłami rozpracować. Znów pomagały techniki pamięciowe… Teraz już oczywiste jest, że polskie U to rosyjskie I, zwłaszcza, jeśli wyobrazimy sobie Ul, w którym tańczą Igły.

Ok, teraz już Kali mówi i Kalego rozumieją w czterech sąsiadujących z Polską krajach. I kto by przypuszczał, że zdążymy z tym wszystkim przed kolacją? 🙂

Jutro wycieczka do Gdańska, a następnym razem sprawdzę, co gra w duszy polskiej młodzieży…

8 lipca 2011 (piątek

Wschodnie rytmy

Pobór opłat przebiega coraz sprawniej. Szybko przeszliśmy do sedna. Czego w Polsce słuchamy obecnie najczęściej? No tak, bez Rihanny nie ma żadnej dyskoteki. Jennifer Lopez też się musi pojawić. Jakież było zdziwienie niektórych, kiedy okazało się, że na rosyjskich, białoruskich, litewskich i ukraińskich listach przebojów znajduje się kilka znanych nam piosenek.

Oprócz nich oczywiście pojawiają się przeboje śpiewane w językach narodowych. Było sporo śmiechu, kiedy uczestnicy próbowali znaleźć klucz odróżnienia piosenki białoruskiej od litewskiej, ukraińskiej od rosyjskiej. Zabrzmiało sporo muzyki popularnej, aktualne hity list przebojów. Niestety niewiele utworów zawierało podstawowe zwroty grzecznościowe, po których można by rozpoznać, skąd ta melodia… Tym niemniej sprawdzian intuicji muzycznej i językowej wypadł naprawdę dobrze.

No i znowu ukraińskie dźwięki dostały najwyższe noty. Obecnie na topie naszych list przebojów jest polski zespół Enej, który śpiewa część utworów po ukraińskuJ Korzystając z okazji, zapoznałam grupę z tłumaczeniem tekstu piosenki „Radio Hello”. Wspólne śpiewanie dało nam wszystkim sporo radości, choć tak naprawdę był to tylko wstęp do prawdziwej eksplozji twórczości grupy.

Wakacje po rosyjsku to каникулы (kanikuły). Latem 2007 roku we wszystkich radioodbiornikach setki razy dziennie można było usłyszeć piosenkę o wdzięcznym tytule Kanikuły zespołu Code Red. Jak na wakacyjny wyjazd przystało także w Łebie Top Trendem został ten utwór, do którego jedyną i niepowtarzalną choreografię ułożył Mariusz, do tej pory ukrywający przed wszystkimi swe niezwykłe zdolności. Staraliśmy się dotrzymać mu kroku, co wywoływało nieposkromioną radość wśród obozowej ekipy. Konsekwencją tych warsztatów były wielokrotne bisy poza kulisami 🙂

9 lipca 2011 (sobota

Co obce poznajmy…

W przerwie pasjonującego i niezwykle wyrównanego meczu piłki nożnej w wersji plażowej odbyły się kolejne warsztaty. Cena bez zmian.

Na początku gra planszowa o Rosji, Ukrainie, Litwie i Białorusi. Wygrali nie tyle ci, którzy mieli dużo szczęścia w rzutach kostką, ale przede wszystkim uważnie słuchający krótkich historyjek o miejscach wartych zwiedzenia, którzy potrafili odpowiedzieć na pytania czekające na ich na każdym polu. Oczywiście czasem traciło się kolejkę, bo jakiś wredny konduktor doczepił się do naszego paszportu…

Potem dyskutowaliśmy na temat najbardziej znanych symboli danego kraju (w końcu np. Rosja to nie tylko wódka, wódka i jeszcze raz wódka, jak według badań społecznych sądzi wielu Polaków). Zastosowaliśmy twórcze skojarzenia do zapamiętania flag państwowych. Co znaczy twórcze? Hmm, niech to pozostanie tajemnicą wewnątrzobozową.

Symbolem, który na każdych warsztatach królował, była oczywiście rosyjska Matrioszka. Obozowicze sprawdzili swoje zdolności manualne i każdy zbudował swoją wersję, która wzięła udział w konkursie. Pojawiły się zarówno bardziej tradycyjne Matrioszki, jak i np. diabelskie lub anielskie wersje. Jury, które zaprosiłam do oceny tych dzieł, miało ogromny problem z wybraniem tej „najpiękniejszej”… Zwyciężczynie – Agnieszka i Idalia – otrzymały w nagrodę oryginalne rosyjskie Matrioszki.

Zwyciężczynie – Agnieszka i Idalia – otrzymały w nagrodę oryginalne rosyjskie Matrioszki.

Europejski Instytut Edukacji Engram

Znaki rozpoznawcze i w teorii i w praktyce – zaliczone 🙂 Czas na plażowanie…

Jutro dzień wolny, więc warsztaty dopiero w poniedziałek.

11 lipca 2011 (poniedziałek)

Ach, jaka miła niespodzianka od obozowiczów pojawiła się wczoraj na plaży! Matrioszka zbudowana z piasku 🙂 prawda, że mi z nią do twarzy?

No dobra, dosyć rozczulania się, bo dzisiaj były bardzo ważne warsztaty. Może nawet najważniejsze 🙂 Jak powszechnie wiadomo: Polak głodny, Polak zły. Do serca turysty, nawet takiego, który podróżuje dzięki swojej wyobraźni, najłatwiej trafić przez żołądek. Uczestnicy wykonali samodzielnie dwa napoje orzeźwiające: sbitień (na bazie miodu i odpowiednich przypraw) oraz mors (z sokiem żurawinowym lub porzeczkowym) wszystko wedle tajemnej receptury 🙂 Przegryzaliśmy przy tym chleb litewski… Mniam, mniam… aż ślinka cieknie na samo wspomnienie 🙂 No chyba, że… ktoś przesadził z przyprawami… Wtedy faktycznie sbitień nie nadaje się do spożycia 🙂 Znalazło się za to wielu amatorów morsa, tego napoju po prostu nie da się popsuć 🙂

Porozmawialiśmy też sporo o naszej polskiej kuchni, okazuje się, że oprócz kotleta schabowego mamy wiele do zaoferowania turystom odwiedzającym Polskę – menu stworzone tylko na jeden dzień przez uczestników warsztatów zadowoliłoby nawet najbardziej wybrednego podróżnika.

Przy okazji wyjaśniłam także tajemnicę pierogów ruskich oraz barszczu ukraińskiego i białoruskiego, blinów i kawioru. Dobrze, że prosto z warsztatów poszliśmy na obiad 🙂

A jutro trochę east – hollywoodzkich klimatów…

12 lipca (wtorek

Obozowicze odruchowo już opłacili swoją dzisiejszą wyprawę.

Тачки 2 (Auta 2), Пираты Карибского моря: На странных берегах (Piraci z Karaibów: na nieznanych wodach) rządzą na ekranach rosyjskich i ukraińskich kin, podobnie jak w Polsce. W przeddzień moskiewskiej premiery filmu Гарри Поттер и Дары Смерти: часть 2 (Harry Potter i Insygnia Śmierci część 2) zajęliśmy się na przedostatnich wspólnych warsztatach światem filmowym. A właściwie tylko jego malutką częścią – rosyjską animacją. Wilk i zając to postaci dobrze znane prawie wszystkim uczestnikom, natomiast Vini Puh, czyli radziecka wersja Kubusia Puchatka zaskakuje wielu Polaków. Mało kto orientuje się, że w ZSRR powstała niezależnie od wersji Disneya, postać brązowego misia ze Stumilowego Lasu (nijak nie przypominającego żółtego, znanego nam wszystkim Kubusia). Uroczy bohater, trochę brzydal, podbił serca nie tylko dzieci, ale i dorosłych 🙂 Tak się również stało na warsztatach. Zakochani w tej niezwykle niezdarnej postaci uczestnicy stworzyli dalsze przygody radzieckiego Misia. I tak w odcinku sensacyjnym, Vinni Puh napada na bank, w wersji science-fiction walczy z Darthem Vaderem z Gwiezdnych Wojen, następnie przeżywa krótki romans z Roxy Puchatą we wspaniałej komedii romantycznej, no i w końcu walczy z „osami wiecznymi”, czyli najgroźniejszym gatunkiem tychże zwierzątek w mrożącym krew w żyłach thrillerze. Te scenariusze przejdą do historii światowego kina 🙂

13 lipca 2011 (środa, ostatnie warsztaty

Dziś promocja: 2 uśmiechy, jeden na początku, drugi na końcu

Ostatnia podróż. Wyobraźnia nie sprawiała żadnych kłopotów i udało się nam dobrnąć do podsumowania naszych spotkań. Odpowiedzieliśmy sobie na kilka pytań z bazy 100, wspólnie powtórzyliśmy to, co było dla nas nowością… oczywiście na świeżym powietrzu, wspólnymi siłami. Powstały wspaniałe mapy z informacjami w formie kresek, kropek, kółek, ciapek i innych rysunkopodobnych znaków.

Na zakończenie wręczyłam wyróżnienia, nie tylko Matrioszkowe. No oficjalnie zakończyliśmy cykl warsztatów przy brzmieniu „Kanikuł” i choreografii Mariusza 🙂 Uczestnicy ocenili współpracę ze mną oraz treść tych warsztatów.

Najkrótsza opinia: Było super.

14 lipca 2011 (czwartek

Czas pożegnań. Zawsze dosyć trudny, szczególnie, że bawiłam się świetnie. Taka praca to czysta przyjemność. Pozwoliłam sobie na bilans tych dziesięciu wspólnie spędzonych dni:

Czysty zysk dla trenerki: 208 uśmiechów (szczerych 🙂 )

182 razy uruchomiona wyobraźnia 26 osób

Zwiedzone 4 kraje o łącznej powierzchni 17 951 900 km2

873 zdjęcia (w tym 212 z warsztatów)

55 filmików (w tym 35 z warsztatów)

8 scenariuszy filmowych

8 scenek rodzajowych

8 twórczych map (po dwie o każdym kraju)

104 oceny muzyki wschodniej

2 odlotowe choreografie do piosenki „Kanikuly”

6 minut ostrego wycia do piosenki „Radio Hello”

26 niepowtarzalnych Matrioszek

52 napoje orzeźwiające

po 25 słów w obcym języku do zapamiętania dla każdego

4 flagi oraz nazwy stolic zapamiętane tajnym sposobem z pomocą trenerki 🙂

1 rozszyfrowany alfabet (konkretnie: rosyjski)

nieograniczone ilości materiałów plastycznych (ok. 3 l farby, 48 flamastrów, pół ryzy papieru itp.)

dwie bazy po 100 pytań o Białorusi, Rosji, Ukrainie i Litwie

ok. 8 godzin spontanicznego, niczym niepohamowanego śmiechu w trakcie warsztatów

3 zachody słońca

1 wschód słońca (a jakże, o 4:10 najlepiej funkcjonuję 🙂 )

1 rejs statkiem

5 wygranych meczów siatkarskich (hurra!)

3 wyrównane mecze piłki nożnej w wersji plażowej (w tym ok. 15 dotknięć piłki przeze mnie)

2 wygrane mecze w cymbergaja (w tej roli mój debiut)

3 super wycieczki z grupą (Gdańsk, Ruchome Wydmy oraz Latarnia Stilo)

Wspólne posiłki: 10 śniadań, 9 obiadów i 10 kolacji

5 dziewięćdziesięciodziewięcioprocentowo słonecznych dni, 1 cały deszczowy, 4 z lekkim zachmurzeniem i przelotnymi opadami deszczu 🙂

26 pozytywnych opinii na temat warsztatów

A do tego super-hiper-odlotowe kolorowe kulki, które dostałam na zakończenie 🙂

 To wszystko wymienione powyżej: bezcenne.

Pożegnaliśmy się z morzem i ze sobą wzajemnie. Jeszcze raz padło magiczne już ukraińskie дякую i po rosyjsku powiedzieliśmy sobie do zobaczenia: до встре́чи!

Teraz już jedyne 634 km i wakacyjna podróż dobiegnie końca.

Autor: Karolina Sęk – psycholog, filolog Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Trener mnemotechnik i szybkiego czytania.