Wakacyjny konkurs – najlepsza praca lipca!

Wakacyjne rozpoczęcie sezonu górskiego

Dziesiąta rano w wakacje i już trzeba wstawać. Wstając myślałam a raczej byłam przekonana, że tego roczny sezon górski rozpoczniemy w jakiś wysokich górach albo nad jakimś stawem tak jak to było do tej pory. Ubrałam się w jeansy i koszulkę, nacisnęłam klamkę i otworzyłam drzwi do pokoju. W salonie byli już moi rodzice ale także moja siostra z rodziną i mój pięcioletni kuzyn.

– Drużyna na wyjazd gotowa a ty? – zapytał mój tata, kiedy tylko się pokazałam. Było mi wstyd, ponieważ wszyscy wstali wcześniej i się przygotowali, a ja byłam w polu. Stanęłam jak wmurowana i drapałam się po głowie myśląc nad wytłumaczeniem mojego zaspania a w końcu wpadłam na pomysł.

– Cześć wszystkim, przepraszam, że tak późno wstałam, ale nikt mi nic nie powiedział o tym, że mieliśmy jechać tak liczną grupą i nikt mi nie powiedział, że mamy ustalone miejsce. Co roku wybieraliśmy je razem rano – mówiąc to rzuciłam złowieszcze spojrzenie mojemu tacie. Na szczęście głos zabrał mój szwagier.

– To my przepraszamy. Po prostu wczoraj zadzwoniliśmy do twojego taty i powiedzieliśmy, że chętnie się z wami wybierzemy a ze względu na małą (miał na myśli moją trzyletnia siostrzenicę ) musieliśmy wczoraj znaleźć jakąś trasę, którą by przeszła – od razu przestałam mrozić wzrokiem mojego tatę i moje spojrzenie przeniosłam na moje pięcioletniego kuzyna.

– On też się z nami wybiera ? – tym razem odpowiedź padła z ust mojej mamy.

– Tak on też z nami jedzie. Przecież nie będzie się nudził w domu, prawda? – przyznałam jej rację ale mimo to byłam wściekła na rodziców, że z naszego rodzinnego otwarcia sezonu górskiego zrobili pielgrzymkę albo grupową wycieczkę turystyczną. Po paru minutach uświadomiłam sobie, że nadal stoję na środku salonu i nadal nie jestem spakowana. Bez słowa wytłumaczenia wypaliłam z salon do pokoju. Wpadłam do niego taj jakby ktoś wystrzelił mnie z procy.  W ekspresowym tempie wyjęłam plecak, który zawsze brałam. Wrzuciłam do niego bidon z piciem i pobiegłam do kuchni. Goście siedzący w salonie obserwowali jak krzątam się robiąc kanapki. Po dwudziestu minutach stałam już w salonie w pełnej gotowości. Wszyscy byli pod wrażeniem a moja siostra powiedziała, że nawet ona by się nie wyzbierała w takim tempie.

Całą siódemką pomaszerowaliśmy do aut. Ja jechałam z rodzicami i z Alkiem (moim kuzynem). Droga pochłonęła około dwóch godzin więc mały zdążył zasnąć.  Na miejscu około pół godziny szukaliśmy miejsca parkingowego. Był okropny ruch. Nareszcie znaleźliśmy parking. Wszyscy doprowadzili się do ładu i śmiałym krokiem wmaszerowaliśmy do wąwozu Homole.

Po około piętnastu minutach wydarzył się pierwszy z trzech wypadków. Mój kuzyn poślizgnął się za kamieniu i wylądował na kolanie ale na szczęście nic poważnego się nie stało. Poszkodowanemu opatrzono kontuzjowane kolano i cała grupa ruszyła dalej. Zdążyliśmy przejść, może osiemset metrów i znowu wypadek. Tym razem moja mała siostrzenica potknęła się na metalowym schodku i spadła prosto na pupę! Była bardzo dzielna (jak na trzylatkę). Podniosła się, otrząsnęła się z pyłu i z triumfalną miną ruszyła przed siebie. Ostatni z trzech wypadków przytrafił się mnie i mojej siostrze. Na dość sporym podejściu pod górkę moja siostra łapała zająca a upadając chwyciła się mnie za rękę. Obydwie runęłyśmy na ziemię jak długie. Mój szwagier wszystko nagrał a reszta grupy miała z nas niezły ubaw. My same też się z tego śmiałyśmy.

Potem maszerowaliśmy jakieś dwadzieścia minut przez las aż wreszcie zobaczyliśmy polanę na, której kończyła się nasza trasa. Tam kupiliśmy sobie oscypki. Potem zjedliśmy frytki i pomaszerowaliśmy do wyciągu krzesełkowego. Oczywiście największy ubaw mieliśmy z Alusi, czyli z mojej siostrzenicy, która machała każdej osobie siedzącej na wyciągu po drugiej stronie. Po zejściu wpatrywałam się ze śmiechem w moją siostrę, która zrobiła się zielona. Miała straszny lęk wysokości. Podobno przez całą drogę na dół nie otworzyła oczu. Faktycznie troszkę sobie posiedziała, ponieważ normalnie droga trwa od siedmiu do dziesięciu minut a w między czasie nasze krzesełka zatrzymały się w bezruchu na kilka minut.

Mimo wszystkich niepowodzeń jestem bardzo zadowolona z tego jak zaczęliśmy sezon górski 2012, bo w końcu czym byłoby rozpoczęcie takiego sezony bez kilku małych wypadków. Mam nadzieję, że w przyszłym roku pojedziemy taką samą grupą albo nawet większą.

Natalia

Gratulujemy Natalii!!! Brawo!!!

Reklamy

Piłeczka (część I)

To była mała, niepozorna piłeczka. Nieszczęśliwa piłeczka. „Dlaczego nieszczęśliwa?” zapytacie. Wiecie, to bardzo dziwne, ale nie umiała się odbijać. Dlatego wszystkie inne patrzyły na nią z góry. Zwłaszcza wtedy, gdy – uderzone o podłogę – frunęły wysoko.

Mała piłeczka, spadając na ziemię, wydawała z siebie ciche plaśnięcie i… zostawała w miejscu. To było dla niej tak smutne, że nie dostrzegała, jak bardzo pięknie różni się od innych koleżanek: była czterokolorowa! Czerwony, żółty, niebieski i zielony wirowały radośnie, gdy piłeczka leciała w górę. Ale w końcu znów spadała i… nic.

Razem z innymi chodziła do piłkowej klasy. A była to klasa niespotykana! Każda piłka inna! Były duże i małe, lekkie i ciężkie, okrągłe i takie o bardzo dziwnych kształtach.

Wychowawczynią była stara piłka lekarska. Wielka i ciężka, tak ciężka, że nawet odbić się nie umiała. Inne piłki jednak, choć czasem skakały wokół niej jak szalone, szanowały swoją nauczycielkę, bo była dobra i mądra.

„Ja też nie umiem podskakiwać – myślała mała, czterokolorowa piłeczka, – ale tylko w tym jednym jestem podobna do naszej wychowawczyni. Gdybym była choć trochę tak mądra, jak ona, na pewno zrozumiałabym, po co jestem?”

Ale nie rozumiała.

Obserwowała inne koleżanki. Jakże oczywiste było ich życie!

Jedna, taka twarda, duża piłka, bardzo szorstka, zarówno, gdy się ją dotykało, jak i z nią rozmawiało, świetnie odbijała się od podłogi, a potem leciała w górę, by wskoczyć do niewielkiego kosza uplecionego ze sznurków. Nie zawsze jej się udawało. Ale wtedy koncentrowała się jeszcze bardziej i znów próbowała, potem jeszcze raz i jeszcze… Uparta bardzo. Trudno jej było nie podziwiać. Równie trudno – lubić.

Inna znów – Ooo! Tej to nasza piłeczka naprawdę zazdrościła – latała po zielonej łące. Strasznie ją tam kopali, ale ona jakby się tym zupełnie nie przejmowała. Toczyła się po murawie, albo latała wysoko w jedną i w drugą stronę. Miała jedno zadanie: wpaść w siatkę rozpiętą między trzema belkami. Siatka była ogromna, dużo większa niż kosz ze sznurków, a jednak piłka wpadała w nią dużo rzadziej niż ta pierwsza do kosza. Zabawne! Czasem w ogóle jej się nie udawało, a zupełnie się tym nie przejmowała.

Najciekawsze jednak zadanie miała ulubiona koleżanka naszej czterokolorowej maluszki. Chyba jedyna, która się z niej nigdy nie śmiała. Lekka, zawsze uśmiechnięta, nieco mniejsza od dwóch poprzednich, latała nad szeroką siatką rozpiętą między dwoma słupkami i, choć znakomicie odbijała się od ziemi, jej zadaniem było… nie upaść!

Może właśnie to zbliżało ją do naszej bohaterki. A z drugiej strony… czy można je było porównywać? Latająca nad siatką piłka była uderzana mocno lub lekko, jedną albo dwiema rękami, czasem kopana. Frunęła wysoko, albo tuż nad siatką. Czasem w nią wpadała (to nie było dobre). Jej życie było fascynujące.

A nasza mała piłeczka?

(cdn.)

Autor: Kamil Cyganik – polonista, pedagog. Trener mnemotechnik i błyskawicznego czytania.

Porządek musi być!

Zajęcia miały się właśnie zacząć, kiedy do sali weszła pani sprzątająca.
– Chciałam zobaczyć, jak to wy te ławki układacie.
– No tak właśnie, w podkowę. – Odpowiedziałem.
– Tylko je potem porządnie ustawcie.
– Zawsze staram się tego pilnować. – Zapewniłem
– No nie do końca, – stwierdziła pani ku mojemu zaskoczeniu, i na pytające spojrzenie, dodała: – Słoje powinny być w jedną stroną!
Zamurowało mnie. Istotnie w sali były ławki kwadratowe i na pierwszy rzut oka wydawało się, że jest obojętne, jak się je ustawi. Wnikliwy obserwator o naturze detektywa Monka zauważał jednak, że słoje w drewnie blatów układały się tylko w jedną stronę i powinny były biec wzdłuż sali, a nie w jej poprzek, burząc harmonię układu.

Czy Wam przydarzyła się kiedyś jakaś śmieszna historia związana ze szkołą lub nauczycielami?

Autor: Kamil Cyganik – polonista, pedagog. Trener mnemotechnik i błyskawicznego czytania.

 

Fonetyczna geografia :)

Wprowadzając SCL, pytam dzieci, dlaczego dane litery są razem. W przypadku „p” i „b”, czy „w” i „f” sprawa jest prosta – różnią się tylko dźwięcznością. Nieco większą trudność sprawiają „k”, „g” i „h”. Są to jedyne w języku polskim (nie licząc rzadkiego „n” np. w słowie „bank”) głoski tylnojęzykowe. Staram się zawsze, żeby to dzieci stwierdziły, co je łączy. Zadaję więc zwykle pytanie, gdzie one powstają.

Pewien Marcin z jednej z krakowskich grup, odpowiedział rezolutnie, że w ustach. Trudno zaprzeczyć, nie licząc kilku głosek nosowych, wszystkie inne powstają w ustach. „Ale w której części jamy ustnej?” zapytałem Marcina, licząc, że wskaże tył. Zastanowił się głęboko, by po chwili odpowiedzieć: „W północnej”.

Szczęśliwi Ci, którzy zawsze kroczą z twarzą zwróconą na południe!

Autor: Kamil Cyganik – polonista, pedagog. Trener mnemotechnik i błyskawicznego czytania.

Konkurs – Mania pisania!

Zachęcamy wszystkich uczestników warsztatów: „Ucz się inteligentnie” i „Ucz się inteligentnie – angielski w skojarzeniach” do wzięcia udziału w konkursie: „Mania pisania„! Zasady konkursu zostały przesłane do Was mailem. Spośród osób, które zechcą podzielić się z nami swoimi tekstami wyłonimy zwycięzców!

Na najlepsze prace czekają atrakcyjne nagrody! Kto z Was bierze udział w konkursie?

Edukacja przez zabawę czyli Dzień Otwarty w Engramie

1 października 2011 roku w Europejskim Instytucie Edukacji Engram odbył się DZIEŃ OTWARTY pod hasłem „EDUKACJA PRZEZ ZABAWĘ„. Dla naszych gości przygotowaliśmy moc atrakcji. Były pokazy kuglarskie i nauka żonglowania 🙂Ogromnym zainteresowaniem przybyłych osób cieszyła się inspirująca prezentacja najnowszej metody szybkiego uczenia się języka angielskiego stworzonej przez światowej sławy brytyjskiego psychologa, twórcy programów efektywnego uczenia się, stosowanych przez 45% brytyjskich szkół – Colina Rose.

Dla najmłodszych przygotowaliśmy wiele zabaw o charakterze edukacyjnym. Dzieciaki poszukiwały skarbów z lamusa, grały w kalambury, wypływały na połów ryb, malowały palcami i układały obrazki przedstawiające różne miejsca idealne na wakacyjne wyprawy.

Odbyły się również warsztaty prowadzone przez naszych trenerów. W ramach zajęć dzieci dowiedziały się jak przy pomocy kartki i kredek zapamiętać bardzo długą historię oraz jak szybko i trwale nauczyć się czasowników z języka angielskiego lub wszystkich panujących w Polsce królów. W tym samym czasie ich rodzice uczestniczyli w seminarium pt. „Jak wychować zdolne dziecko?„, podczas którego uzyskali informacje jak wspierać rozwój i motywację dziecka do nauki oraz w jaki sposób rozwinąć jego kreatywność i pomóc mu w koncentracji. Niezwykłą popularnością zarówno wśród dzieci, jak i rodziców cieszyły się warsztaty prowadzone z udziałem psa – „Superpamięć na czterech łapach.

W ramach Dnia Otwartego odbyło się także szkolenie dla dyrektorów i nauczycieli szkół z Krakowa, którego głównym celem było poznanie nowoczesnych technik szybkiego uczenia się oraz zastosowanie ich w pracy szkolnej. Każdy z uczestników otrzymał imienny certyfikat potwierdzający udział w szkoleniu.

Dziękujemy wszystkim za tak liczne przybycie i spędzenie z nami tego  dnia!

Superpamięć na czterech łapach – warsztaty w Radziejowie

12 września 2011r. w sali Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Radziejowie, odbyły się warsztaty „Superpamięć na czterech łapach” dla małych mieszkańców Radziejowa. Grupa liczyła 10 dziewczynek w wieku od 4 do 12 lat. Młodsze dziewczynki zasady bezpiecznego kontaktu z psem poznawały poprzez kolorowanie, natomiast starsze – otrzymały zadanie ambitniejsze – musiały narysować własne piktogramy 🙂

Koko w trakcie kolorowania i rysowania dotrzymywała towarzystwa spokojnie leżąc. Trzeba było sprawdzać, czy przypadkiem nie zasnęła 😉

Ale Koko nie spała, tylko odpoczywała przygotowując się tym samym do swojego występu czyli pokazywania sztuczek.


Po dwóch godzinach kolorowania, rysowania, sprawdzania zasad bezpiecznego kontaktu z psem w praktyce, poznawania ras psów i ich pierwotnego przeznaczenia poprzez prezentację multimedialną oraz po występie Koko w postaci jak zwykle bardzo śmiesznych sztuczek, nadszedł czas na pamiątkowe zdjęcie 🙂

Autor: Paulina Łyk – psycholog, pedagog, doradca zawodowy, kynoterapeuta. Trener szybkiego czytania i technik pamięciowych.

Superpamięć na czterech łapach – warsztaty w Janikowie

13 sierpnia 2011r. w Międzynarodowym Centrum Promocji Dialogu Współpracy Kulturalnej i Edukacyjnej im. króla Abdullaha Bin Abdulaziz All Sauda w Janikowie (kujawsko-pomorskie) Europejski Instytut Edukacji ENGRAM zaprosił na warsztaty dla dzieci –  „Superpamięć na czterech łapach”.

Warsztaty rozpoczęły się od powitania i przedstawienia się (również Koko chętnie podawała łapkę na powitanie wszystkim dzieciom). Kiedy już wszyscy poznali swoje imiona, dzieci rozpoczęły grę –  „Przysmaki dla Koko”.

Wygrana nie była taka łatwa – trzeba było wykazać się troską o los pieska, ale także sprawnością manualną, precyzją i przede wszystkim koncentracją! O przysmaki dla Koko walczyły dzieci starsze …

ale także najmłodsi uczestnicy warsztatów nie dawali za wygraną. Każdy chciał zdobyć patyczek dla Koko!

Wszyscy zdobywcy patyczków-przysmaków otrzymali specjalne kartoniki, z których należało ułożyć obrazek. Ku radości dzieci okazało się, że w obrazku zaczarowano Koko!

Przyszedł również czas na poznanie zasad bezpiecznego kontaktu z psem. Poza ćwiczeniami w ruchu, dzieci za pomocą piktogramów uczyły się co robić, gdy w ich stronę biegnie nieznany im pies. Prace były niezwykle kolorowe, toteż bez żadnego problemu wszystkie dzieci potrafiły opowiedzieć krok po kroku, co należy zrobić, gdy przydarzy im się taka sytuacja.

Prace były niezwykle kolorowe, toteż bez żadnego problemu wszystkie dzieci potrafiły opowiedzieć krok po kroku, co należy zrobić, gdy przydarzy im się taka sytuacja. Do zasad bezpiecznego kontaktu z psem należy również poznanie mowy ciała psów. Dzieci uczyły się rozpoznawać jak wygląda i zachowuje się pies, który jest radosny i spokojny, a jak kiedy zły lub przerażony.

Nadszedł czas na prezentację 10 wybranych ras psów oraz poznanie ich pierwotnego przeznaczenia. Dzieci (ku zdziwieniu rodziców!) w ciągu kilkunastu minut zapamiętały 10 nieznanych im dotąd ras psów oraz potrafiły opowiedzieć, w jakim celu została stworzona każda z tych ras. A to wszystko dzięki niezawodnej metodzie skojarzeń! Podczas prezentacji dzieciom towarzyszyła Koko, którą (w opinii dzieci) trzeba było cały czas głaskać 😉

Na zakończenie dzieci miały okazję obejrzeć ciekawe filmy o niezwykłej przyjaźni między psem i kotem, a także pomiędzy dziećmi i zwierzątkami. Na pożegnanie dzieci sprawdzały, czy Koko jest rzeczywiście grzecznym pieskiem i również dla nich wykona sztuczki.

No i oczywiście zawiązały się przyjaźnie, dlatego ciężko było się rozstać…

Autor: Paulina Łyk – psycholog, pedagog, doradca zawodowy, kynoterapeuta. Trener szybkiego czytania i technik pamięciowych.

W podróż za jeden uśmiech z Matrioszką (i/lub trenerką ENGRAMU), czyli „łebskie” wakacje

Winna całemu wakacyjnemu zamieszaniu jest ta oto postać po prawej, Matrioszka, w Polsce zwana Babuszką, tudzież babą w babie w kolejnej babie… Ten kawałek drewna stał się inspiracją do podróży w wyobraźni za wschodnią granicę naszego kraju… Tak powstał program wakacyjnych warsztatów dla uczniów gimnazjum w Jadownikach, z którymi wspólnie spędzałam czas w Łebie. Poniżej dziennik podróży…

Poniżej dziennik podróży…

4 lipca 2011 (poniedziałek, dzień przyjazdu)

Uff, nie pada! Podróż z południa na północ w strugach deszczu nie nastrajała zbyt optymistycznie, ale tu niespodzianka – Łeba pełna słońca. Jutro rano pierwsze warsztaty, ciekawość mnie zżera… No i pojawiła się niepewność: czy kierunek podróży będzie odpowiadał obozowiczom?… Plan minimum: nie śpią na warsztatach…

5 lipca 2011 (wtorek

Trochę pada. Ale to nic, przynajmniej nie było żal schodzić z plaży na pierwsze warsztaty. 🙂 A tu trzeba przyznać, że jak na pierwsze spotkanie dużo się działo. 🙂

Integracja przebiegła szybko i sprawnie. Znamy się już nie tylko z imienia…

Oczywiście za każdą podróż trzeba zapłacić z góry. Waluta obowiązująca na warsztatach – 1 uśmiech = 1000 wykrzywionych mikrodrgań ust uczestnika. Wszyscy zapłacili, więc jedziemy!!! Kierunek: Rosja, Ukraina, Białoruś i Litwa. Każdego dnia w każdym kraju. Niemożliwe? Tu się mylicie! Ogranicza nas przecież tylko wyobraźnia, którą włączyliśmy zaraz na starcie na najwyższe obroty!

Ile razy w życiu podróżowałam palcem po mapie? Nie zliczę. Jak się to robi najlepiej? Z farbą na palcach, aby pozostał trwały ślad w pamięci oraz z zamkniętymi oczami, gdyż z pomocą przychodzą współtowarzysze i wskazują właściwy kierunek. Na warsztatach wszystkim udało się „wylądować” w każdym z czterech krajów przydzielonych przez Matrioszkę drogą losowania. Teraz pytanie: co właściwie wiem na temat miejsca, gdzie się znajduję? Podstawowa informacja: nazwa + stolica. Jak sprawić, żeby się te nazwy i kraje nie myliły? A może wyobrazić sobie MOSKity pływające w ROSie? Albo LIsTWĘ tańczącą z WINEM? No tak, dzięki technice pamięciowej trzy minuty i po sprawie 🙂 W pamięci komenda: Zapisz jako…

Będąc w tak dalekiej podróży, grzechem byłoby nie zainteresować się, jak się tam żyje zwykłemu człowiekowi? Co robi, kiedy wstaje rano? Czy też ma kiedyś wakacje…? W każdej grupie powstało 100 pytań, po 25 na temat wylosowanego kraju… Kilka z nich poniżej:

Ile zarabiają ludzie na Ukrainie? Jaki jest u nich najlepszy samochód? O której wstają? Ile kosztuje paliwo? Czy konstytucja gwarantuje im dostęp do internetu? Czy mają HBO? Jak długo trwa szkolna dyskoteka? Czy na Ukrainie są jakieś góry? Jakie są tradycyjne dania ukraińskie? Jakie miejsca do zwiedzenia poleciliby turystom?

Co robią Litwini, kiedy im się nudzi? Na jakiej poduszce śpią? Dlaczego kobieta jest u nich prezydentem? Jak często oglądają telewizję? Czy lubią banany? W jakim stylu urządzają domy? Gdzie wyjeżdżają na wakacje? Jakiej muzyki słuchają?

Czy jest dużo galerii handlowych na Białorusi? Co Białorusini sądzą o polityce swojego państwa? Co jedzą na śniadanie? Ile procent społeczeństwa stać na wyjazd na wakacje? Jak najczęściej dają dzieciom na imię? Czy są weseli? Czy dużą śpią? Czy lubią chodzić do fryzjera? Na jakie filmy chodzą do kina?

Co Rosjanie myślą o swoim prezydencie? Ile godzin trwa przeciętny dzień szkolny? Czy pierogi ruskie też się tak w Rosji nazywają? Jak się czują Rosjanie, mieszkając w tak wielkim kraju? Czy mowa mieszkańców części europejskiej różni się znacznie od tej w części azjatyckiej? Jakich języków obcych się uczą? Czy Rosjanie zdradzają swoje żony? Jakie są symbole tego kraju?

No to już wiadomo, jakie informacje interesują nas najbardziej. Czas na poszukiwanie odpowiedzi na te pytania…

Cel minimalny pierwszych warsztatów osiągnięty. Nikt nie zasnął 🙂

6 lipca 2011 (środa

OBCY (język)  – decydujące starcie

Cena: 1 uśmiech, opłacona z góry

Koniec języka za przewodnika? Tak, pod warunkiem, że przygotowując się do dalekiej podróży, poznamy choć kilka podstawowych słów w języku danego kraju. ZRZO, czyli Zestaw Ratujący Z Opresji to m.in. dzień dobry, dziękuję, przepraszam, proszę, nie rozumiem i pomocy!!! Nawet wypowiedziane najbardziej łamanym językiem rozmiękcza serce każdego Rosjanina, Ukraińca, Białorusina, a szczególnie Litwina :).  Największą furorę na warsztatach zrobiło ukraińskie dziękuję, czyli дякую [djakuju] używane każdego dnia do końca turnusu przez wiernych fanów kultury ukraińskiej :). Za to jeśli przepraszać, to tylko po litewsku – atsiprašau. Powód: podobno brzmi odpowiednio egzotycznie (tak zeznają uczestnicy).

Sam alfabet rosyjski (cyrylica) wprowadził dużo zamieszania. W końcu jak to możliwe, żeby nasze B w Rosji czytano W? Cyrylica przypomina jakiś szyfr niezwykle trudny do złamania. Udało nam się go wspólnymi siłami rozpracować. Znów pomagały techniki pamięciowe… Teraz już oczywiste jest, że polskie U to rosyjskie I, zwłaszcza, jeśli wyobrazimy sobie Ul, w którym tańczą Igły.

Ok, teraz już Kali mówi i Kalego rozumieją w czterech sąsiadujących z Polską krajach. I kto by przypuszczał, że zdążymy z tym wszystkim przed kolacją? 🙂

Jutro wycieczka do Gdańska, a następnym razem sprawdzę, co gra w duszy polskiej młodzieży…

8 lipca 2011 (piątek

Wschodnie rytmy

Pobór opłat przebiega coraz sprawniej. Szybko przeszliśmy do sedna. Czego w Polsce słuchamy obecnie najczęściej? No tak, bez Rihanny nie ma żadnej dyskoteki. Jennifer Lopez też się musi pojawić. Jakież było zdziwienie niektórych, kiedy okazało się, że na rosyjskich, białoruskich, litewskich i ukraińskich listach przebojów znajduje się kilka znanych nam piosenek.

Oprócz nich oczywiście pojawiają się przeboje śpiewane w językach narodowych. Było sporo śmiechu, kiedy uczestnicy próbowali znaleźć klucz odróżnienia piosenki białoruskiej od litewskiej, ukraińskiej od rosyjskiej. Zabrzmiało sporo muzyki popularnej, aktualne hity list przebojów. Niestety niewiele utworów zawierało podstawowe zwroty grzecznościowe, po których można by rozpoznać, skąd ta melodia… Tym niemniej sprawdzian intuicji muzycznej i językowej wypadł naprawdę dobrze.

No i znowu ukraińskie dźwięki dostały najwyższe noty. Obecnie na topie naszych list przebojów jest polski zespół Enej, który śpiewa część utworów po ukraińskuJ Korzystając z okazji, zapoznałam grupę z tłumaczeniem tekstu piosenki „Radio Hello”. Wspólne śpiewanie dało nam wszystkim sporo radości, choć tak naprawdę był to tylko wstęp do prawdziwej eksplozji twórczości grupy.

Wakacje po rosyjsku to каникулы (kanikuły). Latem 2007 roku we wszystkich radioodbiornikach setki razy dziennie można było usłyszeć piosenkę o wdzięcznym tytule Kanikuły zespołu Code Red. Jak na wakacyjny wyjazd przystało także w Łebie Top Trendem został ten utwór, do którego jedyną i niepowtarzalną choreografię ułożył Mariusz, do tej pory ukrywający przed wszystkimi swe niezwykłe zdolności. Staraliśmy się dotrzymać mu kroku, co wywoływało nieposkromioną radość wśród obozowej ekipy. Konsekwencją tych warsztatów były wielokrotne bisy poza kulisami 🙂

9 lipca 2011 (sobota

Co obce poznajmy…

W przerwie pasjonującego i niezwykle wyrównanego meczu piłki nożnej w wersji plażowej odbyły się kolejne warsztaty. Cena bez zmian.

Na początku gra planszowa o Rosji, Ukrainie, Litwie i Białorusi. Wygrali nie tyle ci, którzy mieli dużo szczęścia w rzutach kostką, ale przede wszystkim uważnie słuchający krótkich historyjek o miejscach wartych zwiedzenia, którzy potrafili odpowiedzieć na pytania czekające na ich na każdym polu. Oczywiście czasem traciło się kolejkę, bo jakiś wredny konduktor doczepił się do naszego paszportu…

Potem dyskutowaliśmy na temat najbardziej znanych symboli danego kraju (w końcu np. Rosja to nie tylko wódka, wódka i jeszcze raz wódka, jak według badań społecznych sądzi wielu Polaków). Zastosowaliśmy twórcze skojarzenia do zapamiętania flag państwowych. Co znaczy twórcze? Hmm, niech to pozostanie tajemnicą wewnątrzobozową.

Symbolem, który na każdych warsztatach królował, była oczywiście rosyjska Matrioszka. Obozowicze sprawdzili swoje zdolności manualne i każdy zbudował swoją wersję, która wzięła udział w konkursie. Pojawiły się zarówno bardziej tradycyjne Matrioszki, jak i np. diabelskie lub anielskie wersje. Jury, które zaprosiłam do oceny tych dzieł, miało ogromny problem z wybraniem tej „najpiękniejszej”… Zwyciężczynie – Agnieszka i Idalia – otrzymały w nagrodę oryginalne rosyjskie Matrioszki.

Zwyciężczynie – Agnieszka i Idalia – otrzymały w nagrodę oryginalne rosyjskie Matrioszki.

Europejski Instytut Edukacji Engram

Znaki rozpoznawcze i w teorii i w praktyce – zaliczone 🙂 Czas na plażowanie…

Jutro dzień wolny, więc warsztaty dopiero w poniedziałek.

11 lipca 2011 (poniedziałek)

Ach, jaka miła niespodzianka od obozowiczów pojawiła się wczoraj na plaży! Matrioszka zbudowana z piasku 🙂 prawda, że mi z nią do twarzy?

No dobra, dosyć rozczulania się, bo dzisiaj były bardzo ważne warsztaty. Może nawet najważniejsze 🙂 Jak powszechnie wiadomo: Polak głodny, Polak zły. Do serca turysty, nawet takiego, który podróżuje dzięki swojej wyobraźni, najłatwiej trafić przez żołądek. Uczestnicy wykonali samodzielnie dwa napoje orzeźwiające: sbitień (na bazie miodu i odpowiednich przypraw) oraz mors (z sokiem żurawinowym lub porzeczkowym) wszystko wedle tajemnej receptury 🙂 Przegryzaliśmy przy tym chleb litewski… Mniam, mniam… aż ślinka cieknie na samo wspomnienie 🙂 No chyba, że… ktoś przesadził z przyprawami… Wtedy faktycznie sbitień nie nadaje się do spożycia 🙂 Znalazło się za to wielu amatorów morsa, tego napoju po prostu nie da się popsuć 🙂

Porozmawialiśmy też sporo o naszej polskiej kuchni, okazuje się, że oprócz kotleta schabowego mamy wiele do zaoferowania turystom odwiedzającym Polskę – menu stworzone tylko na jeden dzień przez uczestników warsztatów zadowoliłoby nawet najbardziej wybrednego podróżnika.

Przy okazji wyjaśniłam także tajemnicę pierogów ruskich oraz barszczu ukraińskiego i białoruskiego, blinów i kawioru. Dobrze, że prosto z warsztatów poszliśmy na obiad 🙂

A jutro trochę east – hollywoodzkich klimatów…

12 lipca (wtorek

Obozowicze odruchowo już opłacili swoją dzisiejszą wyprawę.

Тачки 2 (Auta 2), Пираты Карибского моря: На странных берегах (Piraci z Karaibów: na nieznanych wodach) rządzą na ekranach rosyjskich i ukraińskich kin, podobnie jak w Polsce. W przeddzień moskiewskiej premiery filmu Гарри Поттер и Дары Смерти: часть 2 (Harry Potter i Insygnia Śmierci część 2) zajęliśmy się na przedostatnich wspólnych warsztatach światem filmowym. A właściwie tylko jego malutką częścią – rosyjską animacją. Wilk i zając to postaci dobrze znane prawie wszystkim uczestnikom, natomiast Vini Puh, czyli radziecka wersja Kubusia Puchatka zaskakuje wielu Polaków. Mało kto orientuje się, że w ZSRR powstała niezależnie od wersji Disneya, postać brązowego misia ze Stumilowego Lasu (nijak nie przypominającego żółtego, znanego nam wszystkim Kubusia). Uroczy bohater, trochę brzydal, podbił serca nie tylko dzieci, ale i dorosłych 🙂 Tak się również stało na warsztatach. Zakochani w tej niezwykle niezdarnej postaci uczestnicy stworzyli dalsze przygody radzieckiego Misia. I tak w odcinku sensacyjnym, Vinni Puh napada na bank, w wersji science-fiction walczy z Darthem Vaderem z Gwiezdnych Wojen, następnie przeżywa krótki romans z Roxy Puchatą we wspaniałej komedii romantycznej, no i w końcu walczy z „osami wiecznymi”, czyli najgroźniejszym gatunkiem tychże zwierzątek w mrożącym krew w żyłach thrillerze. Te scenariusze przejdą do historii światowego kina 🙂

13 lipca 2011 (środa, ostatnie warsztaty

Dziś promocja: 2 uśmiechy, jeden na początku, drugi na końcu

Ostatnia podróż. Wyobraźnia nie sprawiała żadnych kłopotów i udało się nam dobrnąć do podsumowania naszych spotkań. Odpowiedzieliśmy sobie na kilka pytań z bazy 100, wspólnie powtórzyliśmy to, co było dla nas nowością… oczywiście na świeżym powietrzu, wspólnymi siłami. Powstały wspaniałe mapy z informacjami w formie kresek, kropek, kółek, ciapek i innych rysunkopodobnych znaków.

Na zakończenie wręczyłam wyróżnienia, nie tylko Matrioszkowe. No oficjalnie zakończyliśmy cykl warsztatów przy brzmieniu „Kanikuł” i choreografii Mariusza 🙂 Uczestnicy ocenili współpracę ze mną oraz treść tych warsztatów.

Najkrótsza opinia: Było super.

14 lipca 2011 (czwartek

Czas pożegnań. Zawsze dosyć trudny, szczególnie, że bawiłam się świetnie. Taka praca to czysta przyjemność. Pozwoliłam sobie na bilans tych dziesięciu wspólnie spędzonych dni:

Czysty zysk dla trenerki: 208 uśmiechów (szczerych 🙂 )

182 razy uruchomiona wyobraźnia 26 osób

Zwiedzone 4 kraje o łącznej powierzchni 17 951 900 km2

873 zdjęcia (w tym 212 z warsztatów)

55 filmików (w tym 35 z warsztatów)

8 scenariuszy filmowych

8 scenek rodzajowych

8 twórczych map (po dwie o każdym kraju)

104 oceny muzyki wschodniej

2 odlotowe choreografie do piosenki „Kanikuly”

6 minut ostrego wycia do piosenki „Radio Hello”

26 niepowtarzalnych Matrioszek

52 napoje orzeźwiające

po 25 słów w obcym języku do zapamiętania dla każdego

4 flagi oraz nazwy stolic zapamiętane tajnym sposobem z pomocą trenerki 🙂

1 rozszyfrowany alfabet (konkretnie: rosyjski)

nieograniczone ilości materiałów plastycznych (ok. 3 l farby, 48 flamastrów, pół ryzy papieru itp.)

dwie bazy po 100 pytań o Białorusi, Rosji, Ukrainie i Litwie

ok. 8 godzin spontanicznego, niczym niepohamowanego śmiechu w trakcie warsztatów

3 zachody słońca

1 wschód słońca (a jakże, o 4:10 najlepiej funkcjonuję 🙂 )

1 rejs statkiem

5 wygranych meczów siatkarskich (hurra!)

3 wyrównane mecze piłki nożnej w wersji plażowej (w tym ok. 15 dotknięć piłki przeze mnie)

2 wygrane mecze w cymbergaja (w tej roli mój debiut)

3 super wycieczki z grupą (Gdańsk, Ruchome Wydmy oraz Latarnia Stilo)

Wspólne posiłki: 10 śniadań, 9 obiadów i 10 kolacji

5 dziewięćdziesięciodziewięcioprocentowo słonecznych dni, 1 cały deszczowy, 4 z lekkim zachmurzeniem i przelotnymi opadami deszczu 🙂

26 pozytywnych opinii na temat warsztatów

A do tego super-hiper-odlotowe kolorowe kulki, które dostałam na zakończenie 🙂

 To wszystko wymienione powyżej: bezcenne.

Pożegnaliśmy się z morzem i ze sobą wzajemnie. Jeszcze raz padło magiczne już ukraińskie дякую i po rosyjsku powiedzieliśmy sobie do zobaczenia: до встре́чи!

Teraz już jedyne 634 km i wakacyjna podróż dobiegnie końca.

Autor: Karolina Sęk – psycholog, filolog Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Trener mnemotechnik i szybkiego czytania.