Uwaga konkurs! Wiosna, ach to ty?

wiosenny konkursPierwsze wiosenne dni za nami. Wraz z pierwiosnkami i krokusami natura budzi się do życia. Coraz chętniej spacerujemy, robimy wiosenne porządki, zakładamy lżejsze ubrania. Poczujcie w sobie wiosenną energię, wykorzystajcie coraz dłuższe dni i pokażcie nam jak w waszych miastach, domach, a może i szafach wygląda ta najbardziej radosna pora roku! Na Wasze prace czekamy pod adresem: dydaktyk@euroengram.edu.pl do 16 kwietnia. Forma przedstawienia wiosny może być dowolna (zdjęcia, kolaże, rysunki, prezentacje multimedialne). Liczymy na Waszą kreatywność!

Rozstrzygnięcie konkursu – Ferie w migawce

Miło nam ogłosić, że konkurs „Ferie w migawce” został rozstrzygnięty! Dziękujemy wszystkim uczestnikom za nadesłane prace konkursowe!  Cieszymy się, że Wasze ferie były pełne wrażeń. Nasze jury zdecydowało przyznać nagrodę główną oraz dwa wyróżnienia :) Nagrody wędrują do:

1 miejsce – Oktawia Sokalska,
wyróżnienia: Nikol Urbaniec i Mateusz Molenda.

Konkurs – „Ferie w migawce”!

zimowy_konkursZima dopisuje, ferie w pełni – więc zapraszamy wszystkich Engramowiczów do wzięcia udziału w konkursie „Ferie w migawce„!

Aby zdobyć super nagrody, pokażcie nam jak spędzacie ferie – pstrykajcie zdjęcia, rysujcie, malujcie, wyklejajcie, szalejcie i bawcie się dobrze, tworząc migawkę z Waszych ferii zimowych 2014!

UWAGA! Prace konkursowe wysyłajcie na adres mailowy: dydaktyk@euroengram.edu.pl! Na Wasze prace czekamy do 2 marca; ogłoszenie wyników nastąpi 5 marca.

Wakacyjna przygoda z Engramem! Konkurs!

Witaj przygodo!

Nadszedł czas wakacji i zasłużonego odpoczynku po całorocznej nauce! Wszystkich Uczestników naszego programu – Ucz się Inteligentnie zapraszamy do wzięcia udziału w Engramowym Safarii :) Plan podróży wysłaliśmy do Was mailem wraz z arkuszem odpowiedzi do naszych zagadek. Spośród Engramowiczów, którzy poprawnie rozwiążą wszystkie łamigłówki, wyłonimy zwycięzców i rozlosujemy super nagrody!

Na Wasze odpowiedzi czekamy tylko do 15 sierpnia!

Trzymamy kciuki!

wakacyjny konkurs

Wakacyjny konkurs – najlepsza praca sierpnia!


Gratulujemy Oliwii!!! Brawo!!!

Piłeczka (część III)

Stała samotnie, patrząc z zamyśleniem na dwie koleżanki. W końcu zebrała się na odwagę i zapytała:

- Czy mogę poćwiczyć z wami? Bardzo dobrze latam z ręki do ręki.

Dwie przyjaciółki spadły na podłogę z głośnym plaśnięciem, które już nie wywoływało w nich żadnych złych odczuć, i zatrzymały się jak wryte.

- Jak to sobie wyobrażasz? – zapytała nasza stara znajoma. – Na zmianę? Jedna będzie zawsze odpoczywać i się nudzić?

- Niekoniecznie – dopowiedziała nowa, ciesząc się zaskoczeniem, jakie wywołała. – Patrzyłam teraz na was i myślę, że… Gdyby jedna z nas zawsze była w powietrzu… No nie wiem… Wy jesteście razem w jednej dłoni, a ja w drugiej. Jedna z was leci w górę, kiedy jest najwyżej, ja skaczę i robię jej miejsce. Ona wpada w pustą dłoń, a kiedy ja jestem najwyżej, druga z was wylatuje i robi miejsce dla mnie… i tak w kółko…

- Hmmm. Chyba warto spróbować. – powiedziała przyjaciółka naszej znajomej.

Spróbowały. Na początku wszystko kończyło się trzema głośnymi plaśnięciami i… radosnym śmiechem. Z czasem jednak plaśnięć było coraz mniej, i mniej, i mniej.

Koniec roku szkolnego wiązał się zawsze z pokazem umiejętności. Każda piłka demonstrowała, czego nauczyła się przez ostatnie dziesięć miesięcy. Wskakiwały do koszy, latały nad siatkami, wpadały do dołków. Były odbijane przez mniejsze lub większe rakietki, kije, młotki, dłonie, albo stopy. Piłkowe szaleństwo! Najwięcej śmiechu wywołała piłka kształtem przypominająca jajko. Choć odbijała się znakomicie, nigdy nie było wiadomo, dokąd poleci.

Przyszedł wreszcie czas na naszą czterokolorową piłeczkę. Weszła skromnie na scenę. Poczekała aż ucichną złośliwe komentarze i śmiechy jej koleżanek z klasy. Wreszcie powiedziała, że chce im kogoś przedstawić. Wtoczyły się jej dwie przyjaciółki, co znów wywołało kilka ironicznych uwag. Wszyscy jednak zamilkli, gdy piłeczki zaczęły fruwać w powietrzu. Na zmianę. W doskonałej harmonii…

Żadna inna piłka nie otrzymała takich owacji, takich braw, jak trzy koleżanki. Stara piłka lekarska podeszła do naszej małej bohaterki.

- Cieszę się, – powiedziała tuląc ją do siebie. – Wiedziałam, że odnajdziesz w końcu sens…

- Sens? – zapytała zdziwiona piłeczka. – Przecież to tylko zabawa!

- Tak myślisz? To posłuchaj.

- Wiesz mamo – powiedziała mała dziewczynka – wydaje mi się, że odkąd żongluję, jestem spokojniejsza, łatwiej mi się skoncentrować, mam lepszy refleks, no i szybciej się uczę. Kiedy czytam – widzę więcej, jakby szerzej. Nie nudzę się już, jak dawniej. Jeśli nie mam, co robić – żongluję. A poza tym… pokazałam w klasie, co potrafię. Nigdy wcześniej koledzy nie patrzyli na mnie z takim podziwem. Chcą, żebym ich nauczyła. Co myślisz?

Piłeczka poczuła się tak bardzo szczęśliwa, że nie słyszała już odpowiedzi mamy.

Autor: Kamil Cyganik – polonista, pedagog. Trener mnemotechnik i błyskawicznego czytania.

Piłeczka (część II)

Chyba już czas zdradzić, czego uczyła się w piłkowej klasie. Uczyła się latać… z ręki do ręki! Tak, tak! Nie przesłyszeliście się! Czy można sobie wyobrazić coś równie nudnego? W dłoni – owszem – było zawsze ciepło, miło, miękko. Ale po chwili piłeczka frunęła w górę (najpiękniejszy moment ćwiczenia), by po chwili… z plaśnięciem paść na podłogę. Bez odbicia – jak już mówiliśmy.

Czasem leciała nisko. Krótki lot zwykle kończył się w drugiej dłoni. I to nie było takie złe. Najczęściej jednak frunęła wysoko. Niestety, im wyżej leciała, ty częściej nie trafiała i tym bardziej bolało, że się nie odbija.

Z czasem przestała spadać. Latała niezbyt wysoko, ale zawsze z ręki do ręki. Zaczynała już zapominać, że nie umie się odbijać, a jednak życie było nadal coraz bardziej bez sensu, coraz nudniejsze. No bo po co takie latanie?

W końcu… uciekła. Gdy dobra piłka lekarska odwróciła się do tablicy, mała, czterokolorowa piłeczka wytoczyła się po cichu z klasy, poturlała korytarzem, poplaskała ze schodów i już miała opuścić szkołę, gdy nagle, zza rogu wytoczyła się… druga, identyczna piłeczka. Przez chwilę nasza bohaterka zastanawiała się, czy nie ma przed sobą lustra, ale…

- Cześć! Co tu robisz? – zapytała tamta i nasza już wiedziała, że to nie odbicie.

- Myślałam, żeby uciec – odpowiedziała szczerze. – Strasznie tu nudno!

- Nie ma po co. Ja już próbowałam. Tam – skinęła w stronę drzwi, – też nie ma nic ciekawego. A poza tym za karę przeniesiono mnie do tej szkoły. Nikogo tu nie znam.

- Już znasz!

- Ano tak. Wiesz co? Może spotkajmy się czasem na przerwie? Spróbujemy razem potrenować.

- Razem? To możliwe? – zapytała nasza bohaterka z nadzieją.

- Nie wiem. Ale chyba warto spróbować.

Na początku faktycznie było trudno. Wylatywały jednocześnie, zderzały się w powietrzu i obie, z charakterystycznym plaśnięciem spadały na podłogę. Ale… to już nie było takie smutne. Więcej! Mała piłeczka zaczęła się śmiać!

Z czasem nauczyły się, że jeśli najpierw wyleci jedna, a ta druga poczeka, gdy pierwsza będzie najwyżej i dopiero wtedy wyskoczy, to miną się w powietrzu. Teraz wystarczyło tylko dokładnie frunąć prosto do drugiej ręki, a to przecież obie znakomicie umiały.

Powiecie zapewne, że to, co teraz nastąpi, zdarza się tylko w bajkach. Że w życiu zwykłych piłeczek takie sytuacje miejsca nie mają. A jednak! Wierzcie lub nie, ale gdy nasze dwie przyjaciółki radziły już sobie znakomicie, w szkole pojawiła się… trzecia, czterokolorowa piłeczka. Identyczna, jak tamte.

(cdn.)

Autor: Kamil Cyganik – polonista, pedagog. Trener mnemotechnik i błyskawicznego czytania.

Piłeczka (część I)

To była mała, niepozorna piłeczka. Nieszczęśliwa piłeczka. „Dlaczego nieszczęśliwa?” zapytacie. Wiecie, to bardzo dziwne, ale nie umiała się odbijać. Dlatego wszystkie inne patrzyły na nią z góry. Zwłaszcza wtedy, gdy – uderzone o podłogę – frunęły wysoko.

Mała piłeczka, spadając na ziemię, wydawała z siebie ciche plaśnięcie i… zostawała w miejscu. To było dla niej tak smutne, że nie dostrzegała, jak bardzo pięknie różni się od innych koleżanek: była czterokolorowa! Czerwony, żółty, niebieski i zielony wirowały radośnie, gdy piłeczka leciała w górę. Ale w końcu znów spadała i… nic.

Razem z innymi chodziła do piłkowej klasy. A była to klasa niespotykana! Każda piłka inna! Były duże i małe, lekkie i ciężkie, okrągłe i takie o bardzo dziwnych kształtach.

Wychowawczynią była stara piłka lekarska. Wielka i ciężka, tak ciężka, że nawet odbić się nie umiała. Inne piłki jednak, choć czasem skakały wokół niej jak szalone, szanowały swoją nauczycielkę, bo była dobra i mądra.

„Ja też nie umiem podskakiwać – myślała mała, czterokolorowa piłeczka, – ale tylko w tym jednym jestem podobna do naszej wychowawczyni. Gdybym była choć trochę tak mądra, jak ona, na pewno zrozumiałabym, po co jestem?”

Ale nie rozumiała.

Obserwowała inne koleżanki. Jakże oczywiste było ich życie!

Jedna, taka twarda, duża piłka, bardzo szorstka, zarówno, gdy się ją dotykało, jak i z nią rozmawiało, świetnie odbijała się od podłogi, a potem leciała w górę, by wskoczyć do niewielkiego kosza uplecionego ze sznurków. Nie zawsze jej się udawało. Ale wtedy koncentrowała się jeszcze bardziej i znów próbowała, potem jeszcze raz i jeszcze… Uparta bardzo. Trudno jej było nie podziwiać. Równie trudno – lubić.

Inna znów – Ooo! Tej to nasza piłeczka naprawdę zazdrościła – latała po zielonej łące. Strasznie ją tam kopali, ale ona jakby się tym zupełnie nie przejmowała. Toczyła się po murawie, albo latała wysoko w jedną i w drugą stronę. Miała jedno zadanie: wpaść w siatkę rozpiętą między trzema belkami. Siatka była ogromna, dużo większa niż kosz ze sznurków, a jednak piłka wpadała w nią dużo rzadziej niż ta pierwsza do kosza. Zabawne! Czasem w ogóle jej się nie udawało, a zupełnie się tym nie przejmowała.

Najciekawsze jednak zadanie miała ulubiona koleżanka naszej czterokolorowej maluszki. Chyba jedyna, która się z niej nigdy nie śmiała. Lekka, zawsze uśmiechnięta, nieco mniejsza od dwóch poprzednich, latała nad szeroką siatką rozpiętą między dwoma słupkami i, choć znakomicie odbijała się od ziemi, jej zadaniem było… nie upaść!

Może właśnie to zbliżało ją do naszej bohaterki. A z drugiej strony… czy można je było porównywać? Latająca nad siatką piłka była uderzana mocno lub lekko, jedną albo dwiema rękami, czasem kopana. Frunęła wysoko, albo tuż nad siatką. Czasem w nią wpadała (to nie było dobre). Jej życie było fascynujące.

A nasza mała piłeczka?

(cdn.)

Autor: Kamil Cyganik – polonista, pedagog. Trener mnemotechnik i błyskawicznego czytania.

Magicznych Świąt!

Autor: Kamil Cyganik – polonista, pedagog. Trener mnemotechnik i błyskawicznego czytania.

Wyjście awaryjne

W tej szkole byliśmy po południu jedyną grupą. Dość sporą. Jedna pani nas wpuszczała i jak wszyscy już przyszli, zamykała szkołę. Półtorej godziny później przychodziła druga pani i nas wypuszczała. Tego zimowego wieczoru dzieci po zajęciach wyszły z klasy, by po chwili wrócić z informacją, że jesteśmy zamknięci. Jak się potem okazało pani zaspała. Mieliśmy dwa wyjścia.

Czekać na panią, co mogło się zakończyć nocowaniem w szkole. Drugim wyjściem było okno. Uspokajam czytelników o słabych nerwach: okno było na parterze.

Autor: Kamil Cyganik – polonista, pedagog. Trener mnemotechnik i błyskawicznego czytania.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.