Piłeczka (część II)
15 Luty 2012 1 komentarz
Chyba już czas zdradzić, czego uczyła się w piłkowej klasie. Uczyła się latać… z ręki do ręki! Tak, tak! Nie przesłyszeliście się! Czy można sobie wyobrazić coś równie nudnego? W dłoni – owszem – było zawsze ciepło, miło, miękko. Ale po chwili piłeczka frunęła w górę (najpiękniejszy moment ćwiczenia), by po chwili… z plaśnięciem paść na podłogę. Bez odbicia – jak już mówiliśmy.
Czasem leciała nisko. Krótki lot zwykle kończył się w drugiej dłoni. I to nie było takie złe. Najczęściej jednak frunęła wysoko. Niestety, im wyżej leciała, ty częściej nie trafiała i tym bardziej bolało, że się nie odbija.
Z czasem przestała spadać. Latała niezbyt wysoko, ale zawsze z ręki do ręki. Zaczynała już zapominać, że nie umie się odbijać, a jednak życie było nadal coraz bardziej bez sensu, coraz nudniejsze. No bo po co takie latanie?
W końcu… uciekła. Gdy dobra piłka lekarska odwróciła się do tablicy, mała, czterokolorowa piłeczka wytoczyła się po cichu z klasy, poturlała korytarzem, poplaskała ze schodów i już miała opuścić szkołę, gdy nagle, zza rogu wytoczyła się… druga, identyczna piłeczka. Przez chwilę nasza bohaterka zastanawiała się, czy nie ma przed sobą lustra, ale…
- Cześć! Co tu robisz? – zapytała tamta i nasza już wiedziała, że to nie odbicie.
- Myślałam, żeby uciec – odpowiedziała szczerze. – Strasznie tu nudno!
- Nie ma po co. Ja już próbowałam. Tam – skinęła w stronę drzwi, – też nie ma nic ciekawego. A poza tym za karę przeniesiono mnie do tej szkoły. Nikogo tu nie znam.
- Już znasz!
- Ano tak. Wiesz co? Może spotkajmy się czasem na przerwie? Spróbujemy razem potrenować.
- Razem? To możliwe? – zapytała nasza bohaterka z nadzieją.
- Nie wiem. Ale chyba warto spróbować.
Na początku faktycznie było trudno. Wylatywały jednocześnie, zderzały się w powietrzu i obie, z charakterystycznym plaśnięciem spadały na podłogę. Ale… to już nie było takie smutne. Więcej! Mała piłeczka zaczęła się śmiać!
Z czasem nauczyły się, że jeśli najpierw wyleci jedna, a ta druga poczeka, gdy pierwsza będzie najwyżej i dopiero wtedy wyskoczy, to miną się w powietrzu. Teraz wystarczyło tylko dokładnie frunąć prosto do drugiej ręki, a to przecież obie znakomicie umiały.
Powiecie zapewne, że to, co teraz nastąpi, zdarza się tylko w bajkach. Że w życiu zwykłych piłeczek takie sytuacje miejsca nie mają. A jednak! Wierzcie lub nie, ale gdy nasze dwie przyjaciółki radziły już sobie znakomicie, w szkole pojawiła się… trzecia, czterokolorowa piłeczka. Identyczna, jak tamte.
(cdn.)
Autor: Kamil Cyganik – polonista, pedagog. Trener mnemotechnik i błyskawicznego czytania.






























