Piłeczka (część II)

Chyba już czas zdradzić, czego uczyła się w piłkowej klasie. Uczyła się latać… z ręki do ręki! Tak, tak! Nie przesłyszeliście się! Czy można sobie wyobrazić coś równie nudnego? W dłoni – owszem – było zawsze ciepło, miło, miękko. Ale po chwili piłeczka frunęła w górę (najpiękniejszy moment ćwiczenia), by po chwili… z plaśnięciem paść na podłogę. Bez odbicia – jak już mówiliśmy.

Czasem leciała nisko. Krótki lot zwykle kończył się w drugiej dłoni. I to nie było takie złe. Najczęściej jednak frunęła wysoko. Niestety, im wyżej leciała, ty częściej nie trafiała i tym bardziej bolało, że się nie odbija.

Z czasem przestała spadać. Latała niezbyt wysoko, ale zawsze z ręki do ręki. Zaczynała już zapominać, że nie umie się odbijać, a jednak życie było nadal coraz bardziej bez sensu, coraz nudniejsze. No bo po co takie latanie?

W końcu… uciekła. Gdy dobra piłka lekarska odwróciła się do tablicy, mała, czterokolorowa piłeczka wytoczyła się po cichu z klasy, poturlała korytarzem, poplaskała ze schodów i już miała opuścić szkołę, gdy nagle, zza rogu wytoczyła się… druga, identyczna piłeczka. Przez chwilę nasza bohaterka zastanawiała się, czy nie ma przed sobą lustra, ale…

- Cześć! Co tu robisz? – zapytała tamta i nasza już wiedziała, że to nie odbicie.

- Myślałam, żeby uciec – odpowiedziała szczerze. – Strasznie tu nudno!

- Nie ma po co. Ja już próbowałam. Tam – skinęła w stronę drzwi, – też nie ma nic ciekawego. A poza tym za karę przeniesiono mnie do tej szkoły. Nikogo tu nie znam.

- Już znasz!

- Ano tak. Wiesz co? Może spotkajmy się czasem na przerwie? Spróbujemy razem potrenować.

- Razem? To możliwe? – zapytała nasza bohaterka z nadzieją.

- Nie wiem. Ale chyba warto spróbować.

Na początku faktycznie było trudno. Wylatywały jednocześnie, zderzały się w powietrzu i obie, z charakterystycznym plaśnięciem spadały na podłogę. Ale… to już nie było takie smutne. Więcej! Mała piłeczka zaczęła się śmiać!

Z czasem nauczyły się, że jeśli najpierw wyleci jedna, a ta druga poczeka, gdy pierwsza będzie najwyżej i dopiero wtedy wyskoczy, to miną się w powietrzu. Teraz wystarczyło tylko dokładnie frunąć prosto do drugiej ręki, a to przecież obie znakomicie umiały.

Powiecie zapewne, że to, co teraz nastąpi, zdarza się tylko w bajkach. Że w życiu zwykłych piłeczek takie sytuacje miejsca nie mają. A jednak! Wierzcie lub nie, ale gdy nasze dwie przyjaciółki radziły już sobie znakomicie, w szkole pojawiła się… trzecia, czterokolorowa piłeczka. Identyczna, jak tamte.

(cdn.)

Autor: Kamil Cyganik – polonista, pedagog. Trener mnemotechnik i błyskawicznego czytania.

Piłeczka (część I)

To była mała, niepozorna piłeczka. Nieszczęśliwa piłeczka. „Dlaczego nieszczęśliwa?” zapytacie. Wiecie, to bardzo dziwne, ale nie umiała się odbijać. Dlatego wszystkie inne patrzyły na nią z góry. Zwłaszcza wtedy, gdy – uderzone o podłogę – frunęły wysoko.

Mała piłeczka, spadając na ziemię, wydawała z siebie ciche plaśnięcie i… zostawała w miejscu. To było dla niej tak smutne, że nie dostrzegała, jak bardzo pięknie różni się od innych koleżanek: była czterokolorowa! Czerwony, żółty, niebieski i zielony wirowały radośnie, gdy piłeczka leciała w górę. Ale w końcu znów spadała i… nic.

Razem z innymi chodziła do piłkowej klasy. A była to klasa niespotykana! Każda piłka inna! Były duże i małe, lekkie i ciężkie, okrągłe i takie o bardzo dziwnych kształtach.

Wychowawczynią była stara piłka lekarska. Wielka i ciężka, tak ciężka, że nawet odbić się nie umiała. Inne piłki jednak, choć czasem skakały wokół niej jak szalone, szanowały swoją nauczycielkę, bo była dobra i mądra.

„Ja też nie umiem podskakiwać – myślała mała, czterokolorowa piłeczka, – ale tylko w tym jednym jestem podobna do naszej wychowawczyni. Gdybym była choć trochę tak mądra, jak ona, na pewno zrozumiałabym, po co jestem?”

Ale nie rozumiała.

Obserwowała inne koleżanki. Jakże oczywiste było ich życie!

Jedna, taka twarda, duża piłka, bardzo szorstka, zarówno, gdy się ją dotykało, jak i z nią rozmawiało, świetnie odbijała się od podłogi, a potem leciała w górę, by wskoczyć do niewielkiego kosza uplecionego ze sznurków. Nie zawsze jej się udawało. Ale wtedy koncentrowała się jeszcze bardziej i znów próbowała, potem jeszcze raz i jeszcze… Uparta bardzo. Trudno jej było nie podziwiać. Równie trudno – lubić.

Inna znów – Ooo! Tej to nasza piłeczka naprawdę zazdrościła – latała po zielonej łące. Strasznie ją tam kopali, ale ona jakby się tym zupełnie nie przejmowała. Toczyła się po murawie, albo latała wysoko w jedną i w drugą stronę. Miała jedno zadanie: wpaść w siatkę rozpiętą między trzema belkami. Siatka była ogromna, dużo większa niż kosz ze sznurków, a jednak piłka wpadała w nią dużo rzadziej niż ta pierwsza do kosza. Zabawne! Czasem w ogóle jej się nie udawało, a zupełnie się tym nie przejmowała.

Najciekawsze jednak zadanie miała ulubiona koleżanka naszej czterokolorowej maluszki. Chyba jedyna, która się z niej nigdy nie śmiała. Lekka, zawsze uśmiechnięta, nieco mniejsza od dwóch poprzednich, latała nad szeroką siatką rozpiętą między dwoma słupkami i, choć znakomicie odbijała się od ziemi, jej zadaniem było… nie upaść!

Może właśnie to zbliżało ją do naszej bohaterki. A z drugiej strony… czy można je było porównywać? Latająca nad siatką piłka była uderzana mocno lub lekko, jedną albo dwiema rękami, czasem kopana. Frunęła wysoko, albo tuż nad siatką. Czasem w nią wpadała (to nie było dobre). Jej życie było fascynujące.

A nasza mała piłeczka?

(cdn.)

Autor: Kamil Cyganik – polonista, pedagog. Trener mnemotechnik i błyskawicznego czytania.

Magicznych Świąt!

Autor: Kamil Cyganik – polonista, pedagog. Trener mnemotechnik i błyskawicznego czytania.

Wyjście awaryjne

W tej szkole byliśmy po południu jedyną grupą. Dość sporą. Jedna pani nas wpuszczała i jak wszyscy już przyszli, zamykała szkołę. Półtorej godziny później przychodziła druga pani i nas wypuszczała. Tego zimowego wieczoru dzieci po zajęciach wyszły z klasy, by po chwili wrócić z informacją, że jesteśmy zamknięci. Jak się potem okazało pani zaspała. Mieliśmy dwa wyjścia.

Czekać na panią, co mogło się zakończyć nocowaniem w szkole. Drugim wyjściem było okno. Uspokajam czytelników o słabych nerwach: okno było na parterze.

Autor: Kamil Cyganik – polonista, pedagog. Trener mnemotechnik i błyskawicznego czytania.

Porządek musi być!

Zajęcia miały się właśnie zacząć, kiedy do sali weszła pani sprzątająca.
- Chciałam zobaczyć, jak to wy te ławki układacie.
- No tak właśnie, w podkowę. – Odpowiedziałem.
- Tylko je potem porządnie ustawcie.
- Zawsze staram się tego pilnować. – Zapewniłem
- No nie do końca, – stwierdziła pani ku mojemu zaskoczeniu, i na pytające spojrzenie, dodała: – Słoje powinny być w jedną stroną!
Zamurowało mnie. Istotnie w sali były ławki kwadratowe i na pierwszy rzut oka wydawało się, że jest obojętne, jak się je ustawi. Wnikliwy obserwator o naturze detektywa Monka zauważał jednak, że słoje w drewnie blatów układały się tylko w jedną stronę i powinny były biec wzdłuż sali, a nie w jej poprzek, burząc harmonię układu.

Czy Wam przydarzyła się kiedyś jakaś śmieszna historia związana ze szkołą lub nauczycielami?

Autor: Kamil Cyganik – polonista, pedagog. Trener mnemotechnik i błyskawicznego czytania.

 

Fonetyczna geografia :)

Wprowadzając SCL, pytam dzieci, dlaczego dane litery są razem. W przypadku “p” i “b”, czy “w” i “f” sprawa jest prosta – różnią się tylko dźwięcznością. Nieco większą trudność sprawiają “k”, “g” i “h”. Są to jedyne w języku polskim (nie licząc rzadkiego “n” np. w słowie “bank”) głoski tylnojęzykowe. Staram się zawsze, żeby to dzieci stwierdziły, co je łączy. Zadaję więc zwykle pytanie, gdzie one powstają.

Pewien Marcin z jednej z krakowskich grup, odpowiedział rezolutnie, że w ustach. Trudno zaprzeczyć, nie licząc kilku głosek nosowych, wszystkie inne powstają w ustach. “Ale w której części jamy ustnej?” zapytałem Marcina, licząc, że wskaże tył. Zastanowił się głęboko, by po chwili odpowiedzieć: “W północnej”.

Szczęśliwi Ci, którzy zawsze kroczą z twarzą zwróconą na południe!

Autor: Kamil Cyganik – polonista, pedagog. Trener mnemotechnik i błyskawicznego czytania.

Konkurs – Mania pisania!

Zachęcamy wszystkich uczestników warsztatów: “Ucz się inteligentnie” i “Ucz się inteligentnie - angielski w skojarzeniach” do wzięcia udziału w konkursie: “Mania pisania“! Zasady konkursu zostały przesłane do Was mailem. Spośród osób, które zechcą podzielić się z nami swoimi tekstami wyłonimy zwycięzców!

Na najlepsze prace czekają atrakcyjne nagrody! Kto z Was bierze udział w konkursie?

Edukacja przez zabawę czyli Dzień Otwarty w Engramie

1 października 2011 roku w Europejskim Instytucie Edukacji Engram odbył się DZIEŃ OTWARTY pod hasłem “EDUKACJA PRZEZ ZABAWĘ“. Dla naszych gości przygotowaliśmy moc atrakcji. Były pokazy kuglarskie i nauka żonglowania :) Ogromnym zainteresowaniem przybyłych osób cieszyła się inspirująca prezentacja najnowszej metody szybkiego uczenia się języka angielskiego stworzonej przez światowej sławy brytyjskiego psychologa, twórcy programów efektywnego uczenia się, stosowanych przez 45% brytyjskich szkół – Colina Rose.

Dla najmłodszych przygotowaliśmy wiele zabaw o charakterze edukacyjnym. Dzieciaki poszukiwały skarbów z lamusa, grały w kalambury, wypływały na połów ryb, malowały palcami i układały obrazki przedstawiające różne miejsca idealne na wakacyjne wyprawy.

Odbyły się również warsztaty prowadzone przez naszych trenerów. W ramach zajęć dzieci dowiedziały się jak przy pomocy kartki i kredek zapamiętać bardzo długą historię oraz jak szybko i trwale nauczyć się czasowników z języka angielskiego lub wszystkich panujących w Polsce królów. W tym samym czasie ich rodzice uczestniczyli w seminarium pt. “Jak wychować zdolne dziecko?“, podczas którego uzyskali informacje jak wspierać rozwój i motywację dziecka do nauki oraz w jaki sposób rozwinąć jego kreatywność i pomóc mu w koncentracji. Niezwykłą popularnością zarówno wśród dzieci, jak i rodziców cieszyły się warsztaty prowadzone z udziałem psa – “Superpamięć na czterech łapach.

W ramach Dnia Otwartego odbyło się także szkolenie dla dyrektorów i nauczycieli szkół z Krakowa, którego głównym celem było poznanie nowoczesnych technik szybkiego uczenia się oraz zastosowanie ich w pracy szkolnej. Każdy z uczestników otrzymał imienny certyfikat potwierdzający udział w szkoleniu.

Dziękujemy wszystkim za tak liczne przybycie i spędzenie z nami tego  dnia!

Superpamięć na czterech łapach – warsztaty w Radziejowie

12 września 2011r. w sali Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Radziejowie, odbyły się warsztaty “Superpamięć na czterech łapach” dla małych mieszkańców Radziejowa. Grupa liczyła 10 dziewczynek w wieku od 4 do 12 lat. Młodsze dziewczynki zasady bezpiecznego kontaktu z psem poznawały poprzez kolorowanie, natomiast starsze – otrzymały zadanie ambitniejsze – musiały narysować własne piktogramy :-)

Koko w trakcie kolorowania i rysowania dotrzymywała towarzystwa spokojnie leżąc. Trzeba było sprawdzać, czy przypadkiem nie zasnęła ;-)

Ale Koko nie spała, tylko odpoczywała przygotowując się tym samym do swojego występu czyli pokazywania sztuczek.


Po dwóch godzinach kolorowania, rysowania, sprawdzania zasad bezpiecznego kontaktu z psem w praktyce, poznawania ras psów i ich pierwotnego przeznaczenia poprzez prezentację multimedialną oraz po występie Koko w postaci jak zwykle bardzo śmiesznych sztuczek, nadszedł czas na pamiątkowe zdjęcie :-)

Autor: Paulina Łyk – psycholog, pedagog, doradca zawodowy, kynoterapeuta. Trener szybkiego czytania i technik pamięciowych.

Superpamięć na czterech łapach – warsztaty w Janikowie

13 sierpnia 2011r. w Międzynarodowym Centrum Promocji Dialogu Współpracy Kulturalnej i Edukacyjnej im. króla Abdullaha Bin Abdulaziz All Sauda w Janikowie (kujawsko-pomorskie) Europejski Instytut Edukacji ENGRAM zaprosił na warsztaty dla dzieci -  “Superpamięć na czterech łapach”.

Warsztaty rozpoczęły się od powitania i przedstawienia się (również Koko chętnie podawała łapkę na powitanie wszystkim dzieciom). Kiedy już wszyscy poznali swoje imiona, dzieci rozpoczęły grę -  “Przysmaki dla Koko”.

Wygrana nie była taka łatwa – trzeba było wykazać się troską o los pieska, ale także sprawnością manualną, precyzją i przede wszystkim koncentracją! O przysmaki dla Koko walczyły dzieci starsze …

ale także najmłodsi uczestnicy warsztatów nie dawali za wygraną. Każdy chciał zdobyć patyczek dla Koko!

Wszyscy zdobywcy patyczków-przysmaków otrzymali specjalne kartoniki, z których należało ułożyć obrazek. Ku radości dzieci okazało się, że w obrazku zaczarowano Koko!

Przyszedł również czas na poznanie zasad bezpiecznego kontaktu z psem. Poza ćwiczeniami w ruchu, dzieci za pomocą piktogramów uczyły się co robić, gdy w ich stronę biegnie nieznany im pies. Prace były niezwykle kolorowe, toteż bez żadnego problemu wszystkie dzieci potrafiły opowiedzieć krok po kroku, co należy zrobić, gdy przydarzy im się taka sytuacja.

Prace były niezwykle kolorowe, toteż bez żadnego problemu wszystkie dzieci potrafiły opowiedzieć krok po kroku, co należy zrobić, gdy przydarzy im się taka sytuacja. Do zasad bezpiecznego kontaktu z psem należy również poznanie mowy ciała psów. Dzieci uczyły się rozpoznawać jak wygląda i zachowuje się pies, który jest radosny i spokojny, a jak kiedy zły lub przerażony.

Nadszedł czas na prezentację 10 wybranych ras psów oraz poznanie ich pierwotnego przeznaczenia. Dzieci (ku zdziwieniu rodziców!) w ciągu kilkunastu minut zapamiętały 10 nieznanych im dotąd ras psów oraz potrafiły opowiedzieć, w jakim celu została stworzona każda z tych ras. A to wszystko dzięki niezawodnej metodzie skojarzeń! Podczas prezentacji dzieciom towarzyszyła Koko, którą (w opinii dzieci) trzeba było cały czas głaskać ;-)

Na zakończenie dzieci miały okazję obejrzeć ciekawe filmy o niezwykłej przyjaźni między psem i kotem, a także pomiędzy dziećmi i zwierzątkami. Na pożegnanie dzieci sprawdzały, czy Koko jest rzeczywiście grzecznym pieskiem i również dla nich wykona sztuczki.

No i oczywiście zawiązały się przyjaźnie, dlatego ciężko było się rozstać…

Autor: Paulina Łyk – psycholog, pedagog, doradca zawodowy, kynoterapeuta. Trener szybkiego czytania i technik pamięciowych.
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.